Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Niedokończone opowieści

Niedokończone opowieści


Bardzo lubię Tolkiena. Gdy byłam w szkole średniej (ważna informacja: było to dawno temu 😊) to czytałam z wypiekami na twarzy choć nie byłam fanem szukającym dodatkowych informacji i zgłębiającym dodatkowo świat stworzony przez autora (i to też wydaje mi się jest istotną informacją). Oglądałam wszystkie ekranizacje, niektóre nawet kilka razy. Zatem gdy na rynku pojawiły się „Niedokończone opowieści” stwierdziłam, że będzie miło wrócić do dawnych czasów, szczególnie że we wstępie czytamy następującą informację: 

„Przygotowując niniejszy tom, zakładałem, że czytelnik zna dość dobrze publikowane wcześniej prace mego ojca (szczególnie „Władcę Pierścieni”), w przeciwnym bowiem razie byłbym zmuszony znacznie poszerzyć komentarze redakcyjne.” 



Po przeczytaniu tej książki powiem Wam, że zwrot „dość dobrze” nabrał dla mnie nowego znaczenia. Po pierwsze, jeśli czytaliście powieści Tolkiena już jakiś czas temu, nim sięgniecie po tę pozycję polecam sobie odświeżyć zarówno „Władcę Pierścieni” ze wszystkimi dodatkami, „Silmarillion” oraz „Hobbita”, inaczej w pewnych miejscach będziecie się czuli niczym dzieci we mgle. Po drugie, musicie się uzbroić w niesamowitą cierpliwość, jeśli chodzi o strukturę tej pozycji. Dla mnie osobiście umieszczenie przypisów na końcu każdego rozdziału było droga przez mękę. Sytuacje, gdy czasem zdarza się, że na jednej stronie jest kilka przypisów i co chwila trzeba przewracać od kilku do kilkudziesięciu stron strasznie rozpraszały moją uwagę i nie pozwalały się skupić na czytanej historii, szczególnie, że wiele z nich jest, moim zdaniem, niepotrzebnymi powtórzeniami. Do tego jeszcze błędy, ja wiem, mogą się zdarzyć każdemu, ale jakoś tak dużo ich było i to nie tylko mówię o literówkach, ale i o źle umiejscowionych przypisach. 




Natomiast jeśli już uporamy się ze wszystkimi tymi niedogodnościami same opowieści są fascynujące. Podzielona na trzy ery przywołuje historie wcześniej nieopisywane lub też alternatywne zakończenia znanych już nam wydarzeń. Autor pokazuje nam jak na przestrzeni lat niektóre historie zmieniały swój bieg, aby pasowały do nowo powstałych utworów. Czasami z kolei można odnieść wrażenie, że Śródziemie to nie fantazja, to prawdziwy świat, w którym autor jest tylko kronikarzem spisującym fakty dla kolejnych pokoleń. Nie powiem, że z czystą przyjemnością zapoznałam się z tą lekturą, bo nie było łatwo, ale na pewno dla zagorzałych fanów jest to pozycja obowiązkowa. Natomiast dla tych, którzy czytali Tolkiena po prostu miła ciekawostka. Polecam, ale uprzedzam, że do tej pozycji trzeba się przygotować. 

Pozdrawiam

K.



Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:




INFORMACJE O KSIĄŻCE 


Tytuł: Niedokończone opowieści 
Autor: J.R.R. Tolkien
Data wydania: 2 kwietnia 2019 
Gatunek: Fantastyka, fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 560 

Ocena Księgozbioru: 

7/10
Pierścień

Pierścień



Dziś na tapecie klasyka science fiction, o której, przyznaję się bez bicia, nie miałem zielonego pojęcia. Nowe wydanie omawianego dziś tytułu posiada bardzo ładną, wzbudzającą zainteresowanie, twardą oprawę i jedynie wiek "Pierścienia" (prawie 50 lat) trochę mnie zaniepokoił. Jak wszyscy wiemy, nie każdy klasyk zdołał przetrwać pół wieku bez uszczerbku.

Szczęśliwie już pierwsze rozdziały świadczą o tym, że wyobraźni i oryginalności autorowi nie brakowało, a książkę czyta się tak jakby napisana została dosłownie wczoraj. Świat przedstawiony w "Pierścieniu" od samego początku zachwyca różnorodnością ras, galaktyk, zdobyczy technologicznych. Głównymi bohaterami historii są Louis Wu, człowiek - podróżnik mający blisko 200 lat, Teela Brown również przedstawicielka rasy ludzkiej, ale obdarzona nieprawdopodobnym szczęściem, niezwykle inteligentny, a jednocześnie tchórzliwy, dwugłowy lalkarz Nessus oraz kotopodobny wojowniczy i agresywny kzin. Każda z tych postaci jest niezwykłą indywidualnością, ale z różnych względów połączyło ich wspólne zadanie - dotarcie do niezwykłego, nieznanego nikomu obiektu we wszechświecie, sztucznej planety w kształcie pierścienia, która swoim ogromem mogłaby pomieścić miliony innych planet. Kto na niej żyje? Jak możliwe było jej stworzenie? Na te pytania odpowiedzi nie ma, ale na szczęście jest wymieniona grupa śmiałków, która postanowiła zmierzyć się z tą tajemnicą i kryjącą się za nią obcą cywilizacją.


Nie bez powodu "Pierścień" przyrównywany jest do historii ze Śródziemia. Tu również mamy drużynę, i długą drogę w nieznane, a trzonem powieści są relacje jakie panują miedzy bohaterami. Fabuła może nie jest odkrywcza, ale poprowadzona na tyle sprawnie i dynamicznie, że ostatecznie wcale nam nie przeszkadza. Mimo "bajkowego" tematu nie trudno jest zauważyć, że Larry Niven cenił sobie inteligencję czytelników, a swojego dzieła nie kierował do najmłodszych. Odnosi się to zarówno do kontaktów międzyludzkich jakie tu panują, jak i opisów technicznych. A te bywają miejscami dosyć skomplikowane, ale dotyczy to przede wszystkim kwestii dotyczących astronomii i fizyki. Brak innych szczegółów technologicznych sprawia, że fani science fiction mogą czuć lekki niedosyt, ale z drugiej strony możemy cieszyć się z tego, że książka tak dobrze przeżyła te 50 lat.



Podsumowując, mamy do czynienia z prostą, ale nie prostacką historią, wypełnioną bardzo ciekawym światem, postaciami i okraszoną przyjemnym, nie głupim poczuciem humoru. Coś w sam raz na zakończenie tego pięknego lata :)

Pozdrawiam
Tomek

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Pierścień 
Autor: Larry Niven
Cykl: Pierścień (tom 1)    
Data wydania: 2 maja 2019
Gatunek: fantastyka, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 426

Ocena Księgozbioru: 
7/10


Hobbit

Hobbit


Na początku tego roku mieliśmy okazję przedstawić wam pięknie wydany Atlas Tolkienowski (recenzja). Tymczasem do księgarni, ponownie dzięki wydawnictwu Zysk i S-ka, powędrowała reedycja pierwszego dzieła Tolkiena tj. „Hobbita”. Każdy powód aby zapoznać się z absolutnym klasykiem literatury fantasy jest dobry, tym lepszy gdy w pakiecie mamy piękne ilustracje autorstwa Alana Lee.

Zapewne większość z was bardzo dobrze zna historię przedstawioną w „Hobbicie”, ale dla formalności pozwolę sobie ją przypomnieć. 


Głównym bohaterem książki jest niziołek Bilbo Baggins. Jak to większość niziołków prowadzi on zwyczajne życie, szczęśliwego domatora, który swój mały domek nie zamieniłby na nic innego. Niespodziewanie odwiedza go gromada krasnoludów, na czele z czarodziejem Gandalfem. Wizyta nie jest oczywiście przypadkowa. Ta nietypowa drużyna doszła bowiem do wniosku, że to właśnie Bilbo Baggins będzie ich idealnie uzupełniał w wyprawie do Smoczej Góry, pradawnej siedziby krasnoludów, która została przejęta przez smoka Smauga. Ostatecznie, po wielu namowach, młody hobbit decyduje się zaryzykować i przystąpić do drużyny. Od tego momentu on i jego towarzysze wpadają w wir niekończących się przygód.


Myślę, że tym co najlepiej świadczy o „Hobbicie” jest to, jak się ta książka przez te 80 lat zestarzała. A prawda jest taka, że nie zestarzała się absolutnie wcale. Piękne, szczegółowe opisy świata Śródziemia, niezmiennie po dziś dzień poruszają wyobraźnię każdego, niezależnie od tego czy jest książkowym wyjadaczem, czy dopiero zaczyna swoją przygodę z książkami. Przygody jakie przeżywają nasi bohaterowie, wciągają od samego początku i nie puszczają do samego końca. Ponadto w przeciwieństwie do wielu innych książek fantasy jakie przez te lata powstały, „Hobbit” zawiera wiele wartościowych treści. To, że głównymi bohaterami są krasnoludy, gobliny czy elfy nie oznacza, że mamy do czynienia z kompletną bajką. Tak jak w najlepszych baśniach, zachowania czy decyzje poszczególnych postaci, są na tyle uniwersalne, że śmiało można je odnieść do naszego życia codziennego. 



Dzięki tym wszystkim zaletom „Hobbit” niezmiennie od lat jest dla mnie książką idealną. Historia nie jest może tak rozbudowana jak w trylogii „Władcy Pierścieni”, ale w połączeniu z odpowiednio prostszym językiem i lżejszym klimatem powoduje, że pozycja ta jest znakomitą propozycją dla młodszego czytelnika. 

Do tego dochodzą ilustrację stworzone przez Alana Lee. Jak dowiadujemy się z broszur reklamowych, były one podstawą dla twórców kinowej wersji Hobbita i trudno chyba się temu dziwić. Czy wypełniające w kolorze całe karty, czy mniejsze, czarno białe, świetnie wspomagają wyobraźnię i dodatkowo wydłużają jakże przyjemny czas lektury. Twarda oprawa z obwolutą i niezbędne mapki Śródziemia dopełniają całości.



Tak wydany „Hobbit” jest prawdziwą gratką, również dla stałych czytelników książek z uniwersum Śródziemia, a razem z poprzednimi reedycjami może stanowić bardzo eleganckie, półkowe trofeum :)

Na koniec zachęcamy wszystkich, którzy poznali już „Hobbita”,  do rozwiązania naszego quizu. Być może okaże się, że warto sobie co nieco przypomnieć ;)




Pozdrawiam
T.

P.S. Za zdjęcia dziękuję @ale.dzien, zapraszam do obserwowania profilu na instagramie.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:




INFORMACJE O KSIĄŻCE

Tytuł: Hobbit
Autor: J.R.R Tolkien
Data wydania: 12 lutego 2018
Gatunek: fantastyka, fantasy
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 304
Ocena Księgozbioru:

10/10



Spektrum. Leonidy  [PREMIERA 29 listopada 2017]

Spektrum. Leonidy [PREMIERA 29 listopada 2017]


„- To wy! – woła skrzekliwym głosem. – Wy! (…)
- Nadchodzi Horror vacui. I znajdzie was. Nic nie możecie zrobić. ZNAJDZIE WAS! – Jej kościste palce wpijają się w moje ramię z zadziwiającą siłą.”
Emi jest klasowym outsiderem. Ma tylko dwóch przyjaciół, starszego o rok niewidomego Albina i jego młodszego brata Linusa. Przyjaźnią się od wieków i są prawie jak rodzeństwo. Emi ma też swojego klasowego prześladowcę Jonatana, który znęca się nad nią jak tylko może. Dziewczyna uwielbia rysować. Stosy jej szkiców zajmują większą część jej pokoju. 


Pewnej nocy Emi ma straszny sen.
Spływa na mnie mrok.
 Strach jest teraz tak intensywny, że odczuwam go jako fizyczny ból.
 A właściwie ból był przez cały czas.
 Może umieram.
 Nie potrafię myśleć.
W tym śnie widzi chłopaka. Jego obraz tak intensywnie zapisuje się w jej pamięci, że musi go narysować.

To tylko drobny zwiastun zmian jakie zajdą w życiu naszej bohaterki.

W klasie pojawia się nowy nauczyciel bardzo dziwny i tajemniczy jednooki Janus oraz nowi uczniowie – ekscentryczne bliźnięta Pi i Noa, które właśnie przeprowadziły się z Australii. Co dziwne Noa wygląda dokładnie tak samo jak chłopak ze strasznego snu Emi. 


Jest jeszcze Adriana. Prymuska z bogatego domu otoczona wianuszkiem psiapsiółek. Dziewczyna zostaje przydzielona do Emi za sprawą Janusa, który karze im przygotować wspólny projekt.

Cała szóstka, również za sprawą nauczyciela, trafia do domu Karla, który jest astrofizykiem. Tam ich los zostaje przypieczętowany a ścieżki życia związane na zawsze. Od tej chwili przestają być jednostkami stają się Spektrum. 


Leonidy to pierwsza część serii Spektrum. Jest to powieść przygodowo-fantastyczna skierowana do grupy Young Adult i czasami daje się to odczuć, szczególnie gdy jest się bardziej adult niż young ;), ale mimo to muszę przyznać, że historia mnie wciągnęła. Autorka długo każe nam czekać na „deszcz leonidów”, bo aż przeszło połowę książki, ale jak już się zacznie to na całego. Szczegółowe wprowadzenie, podczas którego poznajemy naszych bohaterów, pozornie tylko jest ospałe, zawiera bowiem wiele drobnych niuansów, na które warto zwrócić uwagę.  

Na koniec powiem tylko, że powieść kończy się w takim momencie, że wprost nie sposób nie sięgnąć po drugą część, której jeszcze nie ma na rynku i to jest zbrodnia na czytelniku popełniona z pełną premedytacją ;). Także czekam i polecam szczególnie miłośnikom lektur lekkich z elementami fantastyki.
  
Pozdrawiam
K.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

Wydawnictwo Driada


INFORMACJE O KSIĄŻCE:   

Tytuł: Spektrum. Leonidy  
Autor: Nanna Foss
Cykl: Spektrum (tom1)
Data wydania: 29 listopada 2017
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Driada
Liczba stron: 544
Ocena Księgozbioru:

7/10



Artefakt umysłu

Artefakt umysłu

artefakt-umysłu-księgozbiór_recenzja

"Artefakt umysłu" to pierwsza część planowanej przez pana Mariana Noconia trylogii w klimatach sensacyjno-przygodowych. Jak można się dowiedzieć z prologu, do napisania powieści popchnęła autora bardzo ciekawa rozmowa z pewnym weteranem wojennym, oraz wiedza jaką pan Marian zdobył z zakresu najnowszej archeologii. Do tego miksu wystarczyło dodać trochę fantazji i oto mamy na półkach nową przygodę w polskim wydaniu.

Bohaterem książki jest Victor Moss, major amerykańskiej armii i niejednokrotny bohater wojenny. Podczas jednej z akcji na Bliskim Wschodzie trafia na bardzo stary notes wypełniony zagadkowym, starożytnym pismem. To wydawałoby się nie tak istotne zdarzenie, okazuje się być początkiem domina. Major traci w tajemniczych okolicznościach wraz z notesem sierżanta Novaka, najbliższego przyjaciela na froncie, a gdy nie może zdusić swojej ciekawości na temat zaistniałych wydarzeń, zostaje przeniesiony do ojczyzny. Pragnienie odnalezienia przyjaciela nie pozwala Victorowi spocząć na laurach. Wykorzystując nabyte w armii zdolności i fundusze nie ogląda się za siebie, odwiedza wiele miejsc m.in. Polskę, a im bardziej zbliża się do zagadki notesu tym więcej osób chce go zniszczyć, również rodzime wojsko.


artefakt-umysłu-księgozbiór-recenzja


Trzeba przyznać, że pomysł na fabułę autor miał bardzo ciekawy. Zainteresowanie tą historią było u mnie tym  większe, że jak się dowiadujemy z prologu, po części jest ona prawdziwa. Akcja jest wartka, nie ma w niej dużych przestojów. Wraz z wzrostem tempa rośnie liczba tajemnic, co w którymś momencie jest  trochę męczące i może powodować wrażenie, że główny bohater działa na oślep, bardziej kierując się intuicją niż konkretną wiedzą. Kolejne wydarzenia, szczególnie gdzieś w środku książki, niestety nie idą w parzę z napięciem jakie powinny powodować. Historia, mimo teoretycznie atrakcyjnych motywów szeroko zakreślonego spisku, jest według mnie podawana czytelnikowi w sposób zbyt jednostajny, zbyt statyczny i bez emocji. Czasami miałem wrażenie, że zbyt dużo miejsca poświęcane jest mało istotnym opisom, które spokojnie można było wyciąć lub zastąpić na rzecz budowania klimatu i napięcia.


artefakt-umysłu-księgozbiór-recenzja


Na plus historia kończy się, mimo pewnych obaw w trakcie lektury, dosyć logicznie i przekonywująco, a co najważniejsze wzbudza zainteresowanie dalszymi losami majora. Co do następnej części to przede wszystkim mam nadzieje, że nasz bohater nie będzie już działał w pojedynkę. Na pewno byłoby to z korzyścią dla jego postaci, która teraz jest niezbyt wiarygodna, jak i ożywiłoby dotychczasową narrację. Kolejne dwa tomy już w przyszłym roku i myślę, że tak naprawdę wszystko jest tutaj możliwe.
Pozdrawiam


T.


P.S. Za zdjęcia dziękuję @ale.dzien,  zapraszam do obserwowania profilu na instagramie.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE:
 

Tytuł: Atrefakt umysłu
Cykl: Trylogia Seton
Autor: Marian A. Nocoń
Data wydania: 16 października 2017
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał
Wydawnictwo: Szara Godzina
Liczba stron: 368

Ocena Księgozbioru:
6/10

Marsjanin

Marsjanin



W trakcie lektury kolejnych książek, regularnie przychodzi taki moment gdy mam ochotę na coś zdecydowanie lżejszego i mniej wymagającego, gdzie krótka przerwa w czytaniu nie grozi cofaniem się o kilka rozdziałów J. Ostatnią taką lekturą był dla mnie „Marsjanin”, którego ekranizację jeszcze nie tak dawno mogliśmy podziwiać w kinie.



„Kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi którzy stanęli na Marsie. Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze”

Te dwa zdania umieszczone na okładce bardzo dobrze nakreślają nam fabułę książki. Głównym bohaterem jest kosmonauta, który w wyniku wypadku podczas kosmicznej misji pozostaje sam jak palec na planecie Mars. Napięcie zaczyna rosnąć jeszcze bardziej gdy uświadamiamy sobie, że oprócz naszego bohatera, Marka Watneya, nikt o tym fakcie nie wie. Tak więc Mark zdany jest tylko na siebie i non stop będzie musiał walczyć o życie. Pamiętam, że ktoś zachęcając mnie do tej lektury, przyrównał ją do przygód Robinson Crusoe i było w tym sporo racji. Zaskakujące jest tylko to, że w tym porównaniu o wiele ciekawiej wypada historia Marsjanina, mimo iż mamy do czynienia z wielką, pustynią gdzieś w kosmosie a nie z tajemniczą, atrakcyjną, bezludną wyspą. 

Aby przeżyć na Marsie Mark potrzebował, dwóch rzeczy, które jednocześnie są największymi atutami książki. Pierwszą jest jego przeogromna wiedza z kilku dziedzin nauki (w końcu jest astronautą). Autor powieści, Andy Weir, w bardzo interesujący i zarazem zrozumiały sposób tłumaczy nam kolejne pomysły Marka na przeżycie. Zawiłości fizyki, chemii, biologii czy najnowszych technologii tłumaczone są precyzyjnie, a poznawanie ich daje naprawdę dużo frajdy. Poza tym cały czas mamy wrażenie, że to wszystko mogłoby się naprawdę wydarzyć, co dodatkowo podwyższa atrakcyjność historii. Można powiedzieć, że nasz bohater jest krzyżówką Robinsona Crusoe z bardziej realistyczną wersją MacGyvera.


Drugim atutem książki, a jednocześnie sposobem Marka na przeżycie jest przezabawny, typowo amerykański wisielczy humor i masa dystansu jaki nasz rozbitek ma do całej sytuacji. Można powiedzieć, że już na początku godzi się ze swoją śmiercią, a każdy następny dzień jest dla niego miłym zaskoczeniem. Narracja w dużej mierze prowadzona jest za pomocą pisanych przez Marka dzienników pokładowych. Czytając je a to mu współczujemy, a to wybuchamy śmiechem, boimy się o jego życie i znowu się uśmiechamy. Marka po prostu nie sposób nie lubić. Nie siedzi w miejscu, nie rozkleja się, ciągle walczy aby jak prawdziwy amerykański hero skopać tyłek wielkiej czerwonej planecie. Tak więc mimo że sytuacja nie jest lekka, to więcej napięcia jest chyba gdy narracja przenosi się do NASA, gdzie wszystko wydaje się być o wiele poważniejsze i trudniejsze.


Książka nie bez powodu zyskała dużą popularność. Jeśli ktoś oglądał film, to spokojnie może jeszcze do niej zajrzeć. Mimo ze ekranizacja jest nie najgorsza, to praktycznie nie ma w niej omawianych wcześniej, ciekawych, budujących klimat, szczegółów technicznych, które jak dla mnie są najważniejszym punktem tej powieści. Polecam jako bardzo dobry, lekki przerywnik.


Pozdrawiam
T

INFORMACJE O KSIĄŻCE
Tytuł: Marsjanin


Autor: Andy Weir
Data wydania: 19 listopada 2014
Gatunek: fantastyka, science-fiction
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 384


Nominacje: Campbell (2015)
Ocena Księgozbioru:

8/10
Copyright © 2014 Ksiegozbiór , Blogger
blog
blog