Wyspa dusz

Wyspa dusz


Akcja powieści „Wyspa dusz” rozgrywa się w latach 1890-1940. Bohaterkami są trzy kobiety. Kristina – dzieciobójczyni, która utopiła swoje dzieci, za co została zamknięta w zakładzie psychiatrycznym, Ellie – młoda, nimfomanka, o osobowości dyssocjalnej, oraz Sigrid – młoda pielęgniarka opiekująca się tymi obiema pacjentkami.

Wszystkie postacie, ich historia oraz stan emocjonalny przedstawione są dogłębnie. Zarówno Kristina jak i Ellie marzą o dobrym życiu jednak trafiają do miejsca, które nie jest marzeniem żadnego człowieka. Choć może nie od razu, jednak każda z pań zapada w pamięć i z upływem stron zaczynają się budzić w stosunku do nich cieplejsze uczucia. 


Tematyka chorób psychicznych, pobytu w szpitalu oraz związanej z leczeniem terapii nawet w obecnych czasach budzi trwogę. Obecnie analizując stosowane na przełomie XIX i XX wieku metody lecznicze wydają się nam one niehumanitarne. Samo umieszczanie ludzi chorych na wyspie i pozostawianie ich tam do końca swoich dni bez rediagnozy po okresie leczenia budzi wiele sprzecznych emocji. Podawanie leków by otumanić a nie leczyć również budzi sprzeciw. Obecnie jest to dla nas niewyobrażalne. 

Książka „Wyspa dusz” nie należy do pozycji szybkich i łatwych. Sprawy poruszone przez autorkę dotykają dogłębnie. Książka jest klimatyczna, mroczna i momentami przytłaczająca ciężarem emocji. Autorka mimo młodego wieku doskonale poradziła sobie z tak trudnym tematem. Nie jest on potocznie mówiąc liźnięty. Styl również zasługuje na duże uznanie. Bardzo często zdarza się, że autor wybierając zagadnienia rzadziej poruszane w powieściach, błądzi i tonie. Tu ewidentnie tego nie ma. Miałam nieodparte wrażenie, że przeniosłam się do tamtych czasów, a opowiedzianą przez Johanne Holmstrom historię tych kobiet oglądam z pierwszego rzędu. Była ona namacalna i niesamowicie realistyczna. 


Osobiście miałam bardzo duży problem żeby zabrać się za pisanie tej recenzji od razu po przeczytaniu tej pozycji. Potrzebowałam czasu na przemyślenia. Absolutnie nie było to spowodowane tym, że książka nieprzypadła mi do gustu, wręcz przeciwnie. Jednak nie jest to pozycja, o której szybko się zapomina. 

Zachęcam Was do sięgnięcia po tę lekturę, bo warto.

Pozdrawiam 
A.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:



INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Wyspa dusz 
Autor: Johanna Holmstrom 
Data wydania: 26 września 2018 
Gatunek: literatura piękna 
Wydawnictwo: Sonia Draga 
Liczba stron: 444 

Ocena Księgozbioru: 
7/10
Układanka

Układanka


Karin Slaughter należy do grona tych autorek, których twórczość po prostu mnie zachwyca. Nieważne, co wyjdzie spod jej pióra wiem, że będę tym zachwycona. Swoją przygodę rozpoczęłam od serii Hrabstwo Grant i przepadłam bez reszty. Później to samo stało się przy okazji serii z Willem Trentem, dlatego też nie mam oporów i każdą książkę tej autorki muszę mieć w swej kolekcji. Wiecie zatem, dlaczego dziś padło na recenzję „Układanki”. 


Główną bohaterką „Układanki” jest Andrea młoda dziewczyna, według mnie, lekko nieporadna życiowo. Nie jest zadowolona ani ze swojej kariery zawodowej ani z życia prywatnego. Wielkie miasto nie dało jej tego, co sobie wymarzyła, więc gdy tylko nadarza się okazja powraca do domu, gdzie kontem pomieszkuje u matki. Tu również nic się nie zmienia i nadal prowadzi nudne, schematyczne życie. Laura, jej mama, doskonale znana i lubiana w swojej społeczności logopeda, jest całkowitym przeciwieństwem swojej córki. 


Pewnego dnia obie panie umawiają się w restauracji by świętować urodziny Andrei. Jednak spotkanie przerywa młody człowiek, który wpada do lokalu i strzela do gości. W Laurze budzi się instynkt przetrwania. Z niemal żołnierską precyzją i na chłodno likwiduje napastnika. W tej jednej chwili dotąd poukładane życie Andrei runęło bezpowrotnie. Obraz Laury, jaki dotąd pielęgnowała również uległ zmianie. Kim była jej matka? Jak to się stało, że zabiła? Jakie sekrety skrywała przez te lata? Dlaczego kazała Andrei wyjechać z miasta? Czy odpowiedzi, jakie znajdzie dziewczyna ukażą nowe oblicze jej matki? 


Jak już wspomniałam wcześniej twórczość Karin Slaughter jest mi bliska. Bardzo mi odpowiada jej styl, a co za tym idzie i przedstawione przez nią historie. „Układanka” to tak naprawdę opowieść o dwóch kobietach, Laurze i Andrei, oraz o wyborach i wydarzeniach, które determinują ich życie. Przedstawiona historia układa się w logiczną całość dość powoli, jednak nie jest nudna. Wręcz przeciwnie, wciągnęła mnie bez reszty. 

Sylwetki Andrei i Laury zostały fantastycznie zarysowane. Poznanie przeszłości Laury, którą powolutku odkrywamy wręcz zachęcała do lektury. Matka i córka są zupełnie różnymi osobowościami. Postać Andrei miejscami budzi w czytelniku irytację jednak analizując sytuację, w jakiej się znalazła tak naprawdę jest ona bardziej realistyczna. 


Drodzy moi mili mogę tylko rzecz, że z całą pewnością nie zawiedziecie się, gdy sięgniecie po tę pozycję. Z każdą stroną będziecie wręcz chcieli więcej. Zatem życzę Wam miłej lektury, a gdybyście nie mieli jeszcze prezentów świątecznych dla moli książkowych to gorąco polecam Karin Slaughter.

Pozdrawiam
A.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Układanka
Autor: Karin Slaughter
Data wydania: 3 października 2018
Gatunek: thriller, kryminał, sensacja 
Wydawnictwo: HarperColins Polska
Liczba stron: 480

Ocena Księgozbioru:
9/10

Łowca posagów

Łowca posagów


Większość z Was pewnie już zauważyła, że jestem wielką fanką powieści historycznych. Niezmiernie przemawia do mnie ich klimat i powiazanie faktów z fikcją, a im bardziej skrupulatny, w oddawaniu opisywanej rzeczywistości, jest autor tym lepiej. Dziś w związku z tym chciałabym Wam zrecenzować książkę Daisy Goodwin pod tytułem „Łowca posagów”, która śmiało może nosić miano dobrej powieści historycznej. Zatem do rzeczy.

XIX wieczna Anglia. Młodziutka Charlotte Baird jest jedyną spadkobierczynią niebotycznej fortuny, która czyni z niej „niezły kąsek” na rynku matrymonialnym. Dziewczyna ma przyrodniego brata, który do czasu osiągnięcia przez nią dwudziestego pierwszego roku życia stanowi pieczę nad jej majątkiem i jej osobą, aczkolwiek to nie dobro siostry jest głównym motorem jego działania. Charlotte po mimo wszelkich konwenansów, jakie narzuca na nią pozycja społeczna, jest dość niezależną jednostką, zafascynowaną nowoczesną technologią jaką, w tamtych czasach, jest fotografia. Wbrew wszystkim sama również postanawia wybrać sobie kandydata na męża. Wybór pada na młodego, niezbyt zamożnego, za to bardzo przystojnego kapitana Middletona zwanego przez wszystkich Bayem. Niestety urodziwy młodzieniec w towarzystwie uchodzi za bawidamka. Jeszcze gorsze jest to, że wpada również w oko samej cesarzowej Sisi. Choć starsza, to jednak nadal piękna i majestatyczna, a przede wszystkim nieznosząca sprzeciwu, władczyni ma wiele do zaoferowania. Do samego końca ciężko jest stwierdzić kto wyjdzie cało z tego dziwnego miłosnego trójkąta. Czy młodzieńcze, czyste uczucie jest wstanie zwyciężyć w starciu z pożądaniem i władzą? To dopiero pytanie.



Cudowna epoka wiktoriańska, wiele ciekawostek odnośnie życia Elżbiety Bawarskiej i interesująca fabuła sprawiają, że z wielką przyjemnością wkracza się w świat brytyjskiej socjety i z zapartym tchem śledzi kolejne zmagania bohaterów. Tą naszpikowaną faktami powieść czyta się z ogromną przyjemnością nawet jeśli nie jest się fanem tego gatunku, dlatego ogromnie Was zachęcam i gorąco polecam. 

Pozdrawiam
K. 


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Łowca posagów 
Autor: Daisy Goodwin 
Data wydania: 4 lipca 2018 
Gatunek: Literatura współczesna 
Wydawnictwo: Marginesy 
Liczba stron: 448

Ocena Księgozbioru: 

7/10 


Księżniczka Popiołu

Księżniczka Popiołu



„Wewnątrz znajduje się korona wzorowana na tej, jaką nosiła moja matka. Diadem z płomieni, które przecinają czoło i wznoszą się kilka centymetrów do góry, liżąc powietrze. (…) Ale podczas gdy korona mojej matki była wykonana z czarnego złota i udekorowana rubinami, ta, którą przysyła mi Kajser, została ukształtowana z popiołów, a gdy tylko znajduje się na głowie, zaczyna się kruszyć, brudząc włosy, skórę i suknię.
Matka była znana jako Królowa Ognia, pełna monarszej władzy i siły. Ale ja jestem Księżniczką Popiołu, żywą parodią” 


Theodosia Eirene Houzzara urodziła się jako córka władczyni bajecznej krainy Astrei zasobnej w magiczne klejnoty. Gdy Theo miała 6 lat jej krainę podbili Kalovaxianie. Na oczach dziewczynki jej matce, Królowej Ognia, poderznięto gardło, jej lud został zniewolony, a sama Theodosia została zakładnikiem nowego władcy Kaisera. Mijają lata. Dziewczyna nadal tkwi na dworze swego oprawcy nierzadko dotkliwie karana za uczynki swojego ludu, stara się zapomnieć o swoim pochodzeniu i należnej pozycji. Wszystko ma jednak swoje granice. Z chwilą gdy Kaiser zmusza Theo do zamordowania własnego ojca dziewczyna postanawia się zbuntować, odzyskać władzę i wyzwolić swój lud.



Swoje podsumowanie zacznę od tego jak bardzo urzekła mnie okładka tej książki. Jest po prostu przepiękna. W środku niestety troszkę gorzej, acz nie najgorzej. Akcja rozwija się bardzo powoli, co nie powiem, powodowało czasem delikatne rozdrażnienie, ale dość ciekawie. Bardzo zaskoczyła mnie brutalność jaka pojawia się na kartach tak samo nagle jak i szybko znika, ale nie da się jej później tak łatwo usunąć z pamięci. Dla miłośników gatunku zabraknie pewnie kilku kluczowych elementów. Jak dla mnie, nie za wiele na razie wiemy o świecie, który nas otacza choć ma on niewątpliwy potencjał. Autorka prześlizguje się po niektórych tematach, przez co nie do końca rozumiem pewne mechanizmy działania, ale liczę, na to, że zostaną one rozwinięte w kolejnych częściach zatem czekam na tom drugi. 

Pozdrawiam 
K. 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Księżniczka Popiołu 
Cykl: Ash Princess Trilogy (tom 1) 
Autor: Laura Sebastian
Data wydania: 24 września 2018 
Gatunek: Fantastyka, fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 424 

Ocena Księgozbioru: 

6/10
Ostrożnie z miłością

Ostrożnie z miłością


Nie będę ukrywać, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Nie żebym nie miła okazji, oczywiście, taka była chociażby dzięki uprzejmości Wydawnictwa Burda (jak też zdarzyło się i tym razem). Jednak, gdy mam do wyboru kryminał i romans zawsze wygrywa ten pierwszy. Tym razem miałam na półce do recenzji trzy kryminały, więc gdy przyszła propozycja zapoznania się z książką „Ostrożnie z miłością” doszłam do wniosku, że może czas na delikatną odmianę. Powiem Wam szczerze, że był to dobry zabieg. A dlaczego? 


Po pierwsze sama Ava główna bohaterka to nie irytująca dziewucha, a elegancka kobieta sukcesu po przejściach. To mi przypadło do gustu, gdyż niewątpliwie w większość romansów osadzone są mało rozgarnięte dziewczęta, które od razu wzdychają na widok swojego amanta, do tego jak pies gończy latają za nim z wywalonym jęzorkiem. Tu tak nie było. Ava i Caleb wpadli na siebie dość przypadkowo na jednym z lotnisk. On okazał się totalnym gburem, ale za to przystojnym, do tego dość dobrze ripostującym uszczypliwości Avy. Kolejna seria zbiegów okoliczności i uszczypliwości sprawia, że mimo iż nie pałali do siebie wielką sympatią, to seksualną rządzą jak najbardziej. Tym sposobem po krótkiej acz rzeczowej wymianie zdań przy drinku, udali się do hotelowego pokoju na tzw. niezobowiązujący seks. Oboje zdawali sobie sprawę, że to jedyna taka noc i więcej się nie spotkają. Jednak czy na pewno? Znając ich szczęście do zbiegów okoliczności może być różnie.


Jak to, zatem jest z tą najnowszą książką Samantyh Young? Powiem Wam szczerze, że mi się podobała. Czytało się ją przyjemnie. Choć zbiegi okoliczności są lekko naciągane to jednak da się przymknąć na nie oko. 

Bohaterowie to nie infantylne dzieciaki a racjonalnie myślący ludzie. Choć można się w końcu domyśleć jak skończy się ten niezobowiązujący seks przynajmniej z jednej strony to jednak kibicuje się im obojgu. Bardzo spodobał mi się styl autorki. Nie ma tu górnolotnych deklaracji. Jest życie, no może trochę podrasowane ;). Jest seks (choć, nie ma tu opisów jak ze znanych erotyków). Do tego humor, który ewidentnie sprawiał, że książka wręcz nawoływała do dalszego czytania. Docinki Avy i Caleba stanowiły miłą odskocznię. 


Jak już wspomniałam, raczej stronię od tego typu literatury sami już wiecie. Wolę mocniejsze wrażenia jednak tym razem nie czułam rozczarowania, choć niewątpliwie koniec może delikatnie bym zmieniła, gdyż według mnie Szkot Sukinkot (jak nazywała swojego lubego nasza bohaterka) powinien się bardziej nagimnastykować by można mu było wybaczyć. Jednak mimo wszystko była to przyjemna odskocznia, taka w sam raz na tę pogodę by można się było uśmiechnąć. 

Gorąco polecam. 
A.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Ostrożnie z miłością 
Autor: Samantha Young 
Data wydania: 31 października 2018 
Gatunek: literatura obyczajowa, romans 
Wydawnictwo: Burda Książki 
Liczba stron: 400 

Ocena Księgozbioru: 

8/10

Biel nocy

Biel nocy


We wrześniu tego roku prezentowałam Wam pierwszą część cyklu Kwartet szetlandzki pod tytułem „Czerń Kruka”. Po jej przeczytaniu nie bardzo rozumiałam światowe zachwyty. Książka nie była zła, ale do wybitnej, moim skromnym zdaniem, wiele jej brakowało, co jednak nie zraziło mnie tak dokumentnie i sięgnęłam po część drugą. I tu naprawdę zaskoczenie. „Biel nocy” przejęła wszystkie mocne strony swojej poprzedniczki, natomiast te słabe punkty zostawiła daleko za sobą. 


Wracamy na Szetlandy. Dobrze nam już znany detektyw Jimmy Perez zaprzyjaźnił się z Fran, a może nawet będzie z tego coś więcej niż tylko przyjaźń. Ta dwójka właśnie wybiera się na pierwszą randkę, która odbędzie się podczas wernisażu prac Fran i bardzo sławnej Szetlandzkiej artystki Belli Sinclair. Wystawę ma uświetnić swoim występem bratanek Belli Roody, muzyczna gwiazda światowego formatu. Niestety wernisaż okazuje się klapą, prawie nikt nie dotarł, a do tego jeszcze jeden z gości urządza scenę wpadając w histerię na środku galerii po czym znika tak samo niespodziewanie jak się pojawił. 


Następnego dnia w szopie obok galerii zostaje odnaleziony wisielec. Wisząca postać na twarzy ma maskę klowna. Jest to ten sam człowiek, który był sprawcą wczorajszego zamieszania. Czy tak bardzo był poruszony poprzedniego wieczora, że postanowił popełnić samobójstwo? Perez czuje się trochę winny, bo nie pomógł mężczyźnie. Okazuje się również, że brak frekwencji na wystawie nie był przypadkowy. Dzień wcześniej ktoś roznosił ulotki z informacją: 
„OTWARCIE WYSTAWY ODWOŁANE
z powodu śmierci w rodzinie” 

Czy to wszystko to jakiś głupi żart? A może ktoś z pełną premedytacją chciał popsuć otwarcie wystawy, tylko kto był celem ataku? Bella czy może jednak Fran? Perez znów musi wkroczyć do akcji i niestety znów będzie musiał prosić o pomoc służby z Inverness. 


Jak już wspomniałam na początku autorka zostawiła wszystko to co mnie urzekło w poprzedniej części, a więc ciekawe postaci, mała społeczność, która za wszelką cenę próbuje zachować odrobinę prywatności oraz cudowne krajobrazy. Tym razem akcja toczy się w środku lata, królują zatem białe noce czyli zjawisko zupełnie nam obce i niezrozumiałe. I jak poprzednio i w tej części akcja toczy się wolno, w swoim własnym tempie, lecz w tym wypadku nie uznam tego za minus, bo już od pierwszej strony towarzyszył mi ten dreszczyk, ta niezbędna ciekawość, która sprawia, że kryminał jest wart przeczytania. A tu dodatkowo mamy ciekawość na dwóch płaszczyznach, bo nie tylko sprawa jest interesująca, ale również życie prywatne głównych bohaterów. Na koniec powiem, że oczywiście możecie przeczytać „Biel nocy” nie sięgając po pierwszą część, ale czy w pełni poczujecie wtedy klimat Szetlandzkich zbrodni? Trudno powiedzieć. Ja już czekam na trzeci tom. 

Pozdrawiam
K.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy



INFORMACJE O KSIĄŻCE: 

Tytuł: Biel nocy 
Cykl: Kwartet szetlandzki (tom 2) 
Autor: Ann Cleeves 
Data wydania: 14 listopada 2018 
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 422 

Ocena Księgozbioru: 
8/10
Koniec śmierci

Koniec śmierci



Wreszcie przyszedł ten moment, kiedy to mogę się cieszyć z ukończenia jednej z najlepszych trylogii sci-fi jakie dane mi było poznać. Wszystkich którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z tym dziełem chińskiej literatury, zapraszam do recenzji „Problemu trzech ciał” i „Ciemnego lasu”, natomiast pozostałych nielicznych do recenzji ostatniego tomu cyklu „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” 

Aby nie psuć nikomu radości z odkrywania zawiłej i pełnej zwrotów fabuły, przypomnę tym co „Ciemny Las” mają już dawno za sobą, to co najistotniejsze. 
Ziemia nie zdołała uniknąć spotkania z przybyszami z kosmosu, ale dzięki szantażowi powiadomienia Wszechświata o położeniu Trisolaris, stworzyła prowizoryczny, ale jak się okazało dosyć trwały pokój i równowagę między dwoma cywilizacjami. Teoretycznie wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku. Dzięki nietypowej symbiozie Ziemianie i Trisolianie przeżywają potężny wzrost cywilizacyjny i kulturowy. Oczywiście nic nie może wiecznie trwać, tak i w tym przypadku wiele osób zdaje sobie sprawę, że nie można zaprzestać prac dotyczących rozwoju nauki, dających szanse na wyjście z tego pata obronną ręką. 


Kolejna część trylogii to również kolejny główny bohater opowieści. Tym razem jest to fizyczka Cheng Xin, która dzięki swojej ciężkiej pracy dołączyła do ścisłego grona osób decydujących o wprowadzeniu najważniejszych dla Ziemi programów naukowych. Jej losy i decyzje, podobnie jak u Wpatrującego się w Ścianę z poprzedniego tomu, są ściśle związane z „być albo nie być” całej cywilizacji ziemskiej. Inna trochę jest natomiast budowa całej historii. Nie jest już tak poszatkowana, praktycznie cały czas jesteśmy z główną bohaterką. Nowością jest coś na miarę przeplatającego się przez kolejne rozdziały dziennika, opisującego co dzieje się na Ziemi w sposób bardziej zdystansowany i „suchy”. 

"Nie mam już wiele do powiedzenia poza przestrogą.
Życie zrobiło milowy krok, kiedy wyszło z oceanu na ląd, ale te pierwsze ryby, które wspięły się na ląd, nie były już rybami.
Podobnie ludzie przestaną być ludźmi, gdy naprawdę wkroczą w kosmos i uwolnią się od Ziemi. A więc do wszystkich tu obecnych kieruję te słowa: Kiedy pomyślicie o wylocie w przestrzeń kosmiczną bez oglądania się za siebie, zastanówcie się, proszę, co robicie. Cena, jaką będziecie musieli zapłacić, jest dużo wyższa, niż sobie wyobrażacie."

Co do fabuły i odczuć związanych z lekturą „Końca śmierci” to mogę śmiało powiedzieć, że nic się nie zmieniło. Niesamowita mnogość i szczegółowość opisów, pomysłów, analiz tego co może się stać w przestrzeni technologicznej i społecznej jest wprost powalająca. Mam wrażenie, że autor rozwinął się i popuścił wodzę fantazji jeszcze bardziej niż do tej pory, a jednocześnie cały czas stara się wywołać w czytelniku przekonanie, że to wszystko może się stać już w dniu jutrzejszym. To niesamowite uczucie, gdy po raz kolejny śledzimy poczynania i myśli pojedynczych osób, a za chwilę stajemy przed ważącym się losem poszczególnych planet i galaktyk. Oczywiście ta ogarniająca całą historię epickość, jest związana z częstym wzrostem „patosometru” na czasami wręcz nieznośnie wysoki pułap, ale to chyba już produkt uboczny, którego ciężko się pozbyć w tego typu dziełach. Tak czy inaczej, duże brawa dla Cixin Liu za odwagę w kreowaniu takiego uniwersum.

Na koniec zostaje tylko żałować, że to już koniec tej przygody. Zapewne znowu przez długi czas nie uświadczymy historii podobnego formatu. Miejmy nadzieję, że wcześniej doczekamy się epickiej ekranizacji. Tego sobie i Wam wszystkim życzę :)

Pozdrawiam

T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy



INFORMACJE O KSIĄŻCE
Tytuł: Koniec śmierci
Cykl: Wspomnienie o przeszłości Ziemi
Autor: Cixin Liu
Data wydania: 3 kwietnia 2018
Gatunek: science-fiction, fantastyka
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 840


Nagrody: Locus Science-fiction Award (2017)
Nominacje: Hugo (2017)


Ocena Księgozbioru:
9/10
Copyright © 2014 Ksiegozbiór , Blogger
blog
blog