Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męskim okiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męskim okiem. Pokaż wszystkie posty
Pierścień

Pierścień



Dziś na tapecie klasyka science fiction, o której, przyznaję się bez bicia, nie miałem zielonego pojęcia. Nowe wydanie omawianego dziś tytułu posiada bardzo ładną, wzbudzającą zainteresowanie, twardą oprawę i jedynie wiek "Pierścienia" (prawie 50 lat) trochę mnie zaniepokoił. Jak wszyscy wiemy, nie każdy klasyk zdołał przetrwać pół wieku bez uszczerbku.

Szczęśliwie już pierwsze rozdziały świadczą o tym, że wyobraźni i oryginalności autorowi nie brakowało, a książkę czyta się tak jakby napisana została dosłownie wczoraj. Świat przedstawiony w "Pierścieniu" od samego początku zachwyca różnorodnością ras, galaktyk, zdobyczy technologicznych. Głównymi bohaterami historii są Louis Wu, człowiek - podróżnik mający blisko 200 lat, Teela Brown również przedstawicielka rasy ludzkiej, ale obdarzona nieprawdopodobnym szczęściem, niezwykle inteligentny, a jednocześnie tchórzliwy, dwugłowy lalkarz Nessus oraz kotopodobny wojowniczy i agresywny kzin. Każda z tych postaci jest niezwykłą indywidualnością, ale z różnych względów połączyło ich wspólne zadanie - dotarcie do niezwykłego, nieznanego nikomu obiektu we wszechświecie, sztucznej planety w kształcie pierścienia, która swoim ogromem mogłaby pomieścić miliony innych planet. Kto na niej żyje? Jak możliwe było jej stworzenie? Na te pytania odpowiedzi nie ma, ale na szczęście jest wymieniona grupa śmiałków, która postanowiła zmierzyć się z tą tajemnicą i kryjącą się za nią obcą cywilizacją.


Nie bez powodu "Pierścień" przyrównywany jest do historii ze Śródziemia. Tu również mamy drużynę, i długą drogę w nieznane, a trzonem powieści są relacje jakie panują miedzy bohaterami. Fabuła może nie jest odkrywcza, ale poprowadzona na tyle sprawnie i dynamicznie, że ostatecznie wcale nam nie przeszkadza. Mimo "bajkowego" tematu nie trudno jest zauważyć, że Larry Niven cenił sobie inteligencję czytelników, a swojego dzieła nie kierował do najmłodszych. Odnosi się to zarówno do kontaktów międzyludzkich jakie tu panują, jak i opisów technicznych. A te bywają miejscami dosyć skomplikowane, ale dotyczy to przede wszystkim kwestii dotyczących astronomii i fizyki. Brak innych szczegółów technologicznych sprawia, że fani science fiction mogą czuć lekki niedosyt, ale z drugiej strony możemy cieszyć się z tego, że książka tak dobrze przeżyła te 50 lat.



Podsumowując, mamy do czynienia z prostą, ale nie prostacką historią, wypełnioną bardzo ciekawym światem, postaciami i okraszoną przyjemnym, nie głupim poczuciem humoru. Coś w sam raz na zakończenie tego pięknego lata :)

Pozdrawiam
Tomek

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Pierścień 
Autor: Larry Niven
Cykl: Pierścień (tom 1)    
Data wydania: 2 maja 2019
Gatunek: fantastyka, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 426

Ocena Księgozbioru: 
7/10


Kocia kołyska

Kocia kołyska



Kurt Vonnegut przewijał się przez moją „kupkę wstydu” już od dłuższego czasu. Przyszedł wreszcie ten dzień, że Wydawnictwo Zysk i S-ka zdecydowało się na reedycje dzieł tego klasyka i wiedziałem, że teraz nie mogę już odpuścić :). Wspominam o tym we wstępie dlatego, że z perspektywy „po” już wiem, jak istotny dla odbioru tego co pisze Vonnegut jest nasze dotychczasowe doświadczenie z tym autorem (lub jego brak).




"Kocia kołyska" opowiada o perypetiach pewnego dziennikarza, który postanowił napisać książkę o wielkim uczonym, Feliksie Hoenikerze, twórcy bomby atomowej, zrzuconej później na Hiroszimę. Proces zbierania materiału do książki zaprowadził go do współpracowników zmarłego konstruktora, oraz jego dorosłych już dzieci. Natrafiając w wyniku tego na trop tajemniczej i śmiertelnie groźnej dla świata substancji kryjącej się pod kryptonimem „lód-9”, szereg zbiegów okoliczności skierował naszego dziennikarza i innych, nieprzypadkowych gości, na zapomnianą przez Boga karaibską wyspę San Lorenzo. Z czasem nasz bohater zaczyna odkrywać, iż tajemnicze wydarzenia na kierowanej przez dyktatora wysepce, prowadzą świat po raz kolejny w kierunku śmiertelnego niebezpieczeństwa.





Historie zawartą w „Kociej kołysce” przedstawiłem Wam w bardzo skrótowy sposób i „po łebkach”, bo z tego co zauważyłem, podejście to jest tożsame z podejściem autora do tego aspektu powieści. Książka jest poszatkowana na wiele 2-3 stronicowych rozdziałów, z których każda jest oddzielną sceną, rozważaniem, tematem rozmowy, w którym bierze udział nasz bohater i narrator zarazem. Prosta historia oraz forma może być myląca i łatwo może uśpić naszą czujność. Pomimo, że krótkie, rozdzialiki te są bardzo bogate w różnego rodzaju filozoficzne aluzje, porównania, odniesienia do szerszej niż ta przedstawiona w powieści rzeczywistości. Zamiast absurdalnej historyjki science-fiction zaczynamy zauważać wyraźne nawiązanie np.: do wielu smutnych momentów z historii, gdzie ludzkość pod wpływem fałszywych idei, utopii, poddaje się rządom nielicznych osób. Wymyślony świat San Lorenzo z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej przypomina nam świat, w którym żyjemy, a zabawne żarty i aluzje stają się coraz bardziej gorzkie. Początkowo lekka powieść, przeistacza się w bardzo poważne rozważania na temat kondycji moralnej społeczeństwa, a czarny, ponury scenariusz zbliża się do nas w tempie szybszym, niż byśmy tego chcieli.

Newt siedział nadal skulony w leżaku. Wyciągnął przed siebie upaćkane dłonie, jakby miał na nich rozpiętą kocią kołyskę.
- Nic dziwnego, że dzieci wyrastają potem na wariatów. Kocia kołyska to tylko kilka iksów ze sznurka pomiędzy czyimiś palcami i dzieciak patrzy, i patrzy na te iksy....
- I co?
- I nic. Nie ma żadnego cholernego kota, żadnej cholernej kołyski.




Całość może nie wywarła na mnie aż tak piorunującego efektu jak na krytykach, ale nie mogę nie docenić talentu autora do tego, w jak niewielu słowach umiał zawrzeć tyle sensu i pomysłowości. W sumie wydaje się, że powieści nic nie brakuje, ale trochę zbyt papierowi bohaterowie i zbyt gorzka satyra (bliżej mi do czegoś w stylu „Paragraf 22”), sprawiły że jednak trochę odczekam zanim złapię za kolejny tytuł Vonneguta. Tak czy inaczej z „Kocią kołyską” zapoznać się polecam, bo wartość jaką niesie za sobą ten tytuł jest bezdyskusyjna, czy się z autorem zgadzamy czy też nie.

Pozdrawiam

T.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:



INFORMACJE O KSIĄŻCE
Tytuł: Kocia kołyska 
Autor: Kurt Vonnegut 
Data wydania: 28 stycznia 2019 
Gatunek: literatura piękna 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 360
Ocena Księgozbioru:

8/10
Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)

Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)


Latami przyszło nam żyć szczęśliwie, w dość spokojnych czasach. Ale nic nie jest dane na zawsze, a historia kołem lubi się toczyć. Aktualne wydarzenia na świecie zdają się właśnie nam to wykrzykiwać. Wszystko wskazuje na to, że wypracowany przez dziesiątki lat ład, coraz bardziej się kruszy, a przestarzały i niedostosowany do dzisiejszych czasów system demokratyczny, przestał być lekarstwem na wszystko. Jakie są tego powody, co temu sprzyja? Mało kto wydaje się nad tym zastanawiać. Jedną z osób bijących na alarm jest Jamie Barlett, dziennikarz i publicysta specjalizujący się w najnowszych technologiach oraz autor książki, do której zapoznania się będę Was dzisiaj namawiał. 

Punktem wyjścia w książce “Ludzie przeciw technologii” jest bliższe zapoznanie czytelnika z mechanizmami działania sieci społecznościowych. Bezpośrednio od osób pracujących w Dolinie Krzemowej przy tworzeniu kolejnych zaawansowanych algorytmów, dowiadujemy się jak poprzez niewinne lajki i polubienia, big data wdziera się do naszego życia. Prawie cały dochód Google'a czy Facebooka stanowią wpływy z reklam, tak więc firmy te robią wszystko w celu jak najdokładniejszego sprofilowania każdej osoby. Dzięki temu reklamę, jak i zawartość doręczanych treści można odpowiednio przygotować, a co za tym idzie zwiększyć skuteczność sprzedaży. Ważną informacją już nie jest tylko co lubimy, a czego nie, ale np. nastrój w jakim się aktualnie znajdujemy.


Sytuacja nabiera szczególnej powagi, gdy dotyczy to naszych wyborów moralnych czy politycznych. W jednym z najważniejszych rozdziałów Jamie Barlett prześwietla kampanię Trump - Clinton, pod względem rewolucji jakiej dokonała za pomocą profilowania firma Cambridge Analytica. Włosy stają dęba gdy dowiadujemy się wprost od sztabów wyborczych, z jaką precyzją były serwowane kolejne treści, czy że wspomniany już Google czy Facebook przekazywał do sztabów swoich pracowników. Wisienką na torcie w tej sytuacji wydaje się być stwierdzenie faktu, że najgorsze w tym całym przekazie podprogowym i sterowaniu społeczeństwem jest to, iż mało kto zdaje sobie z tego sprawę, a jeszcze mniej osób to rozumie (w tym ustawodawcy). 

W tym momencie śmiało można przyznać autorowi rację, że nowoczesna technologia w sposób niezamierzony rozszyfrowała system demokratyczny i go po prostu “zhakowała”. W dalszych rozdziałach poznajemy inne zagrożenia związane z rozwojem internetowej społeczności i światowych monopoli typu Google. Chodzi tu np.: o siejącą zamęt postprawdę, czy efekt bańki informacyjnej. Ogranicza ona różnorodność dochodzących do nas informacji, a przez to wprost przyczynia się do wzmacniania bardzo szkodliwego dla demokracji zjawiska, zwanego plemiennością (jak się okazuje to nie tylko Polska przypadłość). Poza tym duża część książki poświęcona jest rozwojowi sztucznej inteligencji, która jak się przewiduje zrewolucjonizuje już niedługo rynek pracy, a mówiąc dokładniej, pozbawi jej wielu osób. To rodzi oczywiście kolejne niebezpieczeństwa oraz odpowiedzi na nie (blockchain, kryptowaluty), po których wymienieniu autor dzieli się szeregiem spostrzeżeń i rad na temat możliwości uratowania świata przed tak bardzo pesymistyczną wizją. 


„Współtwórca LinkedIna i wpływowy inwestor Reid Hoffman w 2017 roku powiedział „New Yorkerowi”, że blisko połowa bilionerów z Doliny Krzemowej w mniejszym lub większym stopniu przygotowała sobie, jak się wyraził, „ubezpieczenie na czas apokalipsy”. (…) Inni na tajnych grupach facebookowych omawiają środki na czarną godzinę: śmigłowce, schrony bombowe, bitcoiny, złoto (…) Zdaniem Antonia wielu przedsiębiorców technologicznych z Doliny Krzemowej podziela jego pesymizm na temat przyszłości, którą współtworzą, tyle tylko że się do tego publicznie nie przyznaje. Mimo to cała ta szkoła przetrwania - broń, amunicja - wydała mi się grubą przesadą. „A ty co masz? spytał Martinez, kręcąc się z taśmą mierniczą przy swoim ogromnym tipi. Zakładasz po prostu, że to się nie zdarzy”. A potem, zanim zdążyłem odpowiedzieć, sam wyjaśnił mi dokładnie, co mam. „Nadzieję. Masz nadzieję. A z nadziei robi się kiepskie ogrodzenia”” 

Widać, że Jamie Barlett siedzi mocno w tym o czym mówi, a posiadane przez niego informacje są z pierwszej ręki. Książka ma nieduży format i trochę ponad 200 stron, tak więc można powiedzieć że jest swego rodzaju kompendium w tej tematyce. Jak przystało na kompendium, kwestie skomplikowane są tu wytłumaczone w naprawdę przystępny sposób i dodatkowo okraszone dużą ilością interesujących przypisów, tak więc absolutnie nie ma miejsca na znużenie. 


Niektórzy zapewne stwierdzą, że zamieszczone w niej treści nie są żadną nowością, a autor jest daleki od wyczerpania tematu. Pewnie tak jest ale myślę, że zamiarem autora było trafić do jak najszerszej grupy osób nieświadomych, a nie odstraszyć ich zawiłościami technologicznymi. To się moim zdaniem całkowicie udało. Poza tym jeśli chodzi o wady, to drażnić może ufność z jaką dziennikarz podchodzi do największych korporacji tego świata (jest przeciwny rozbijaniu monopoli), ale poza tym można chyba stwierdzić, że swoje poglądy polityczne schował do kieszeni, co jak dla mnie jest bardzo istotne. 

Podsumowując, czasy są takie, że tego typu lektura jak dla mnie, powinna być obowiązkowym elementem w szkole w ramach lekcji wiedzy o społeczeństwie. W końcu przede wszystkim od świadomości jak największej liczby osób (dopóki sami możemy coś zmienić) zależeć będzie jakość naszej cywilizacji, która aktualnie znalazła swoje miejsce właśnie w wirtualnej rzeczywistości.

Pozdrawiam
T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:




INFORMACJE O KSIĄŻCE: 

Tytuł: Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)
Autor: Jamie Bartlett 
Data wydania: 23 stycznia 2019 
Gatunek: literatura faktu
Wydawnictwo: Sonia Draga 
Liczba stron: 231 

Ocena Księgozbioru: 
8/10

Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć [PREMIERA DNIA 28 STYCZNIA 2019]

Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć [PREMIERA DNIA 28 STYCZNIA 2019]


Koroner to chyba jeden z najbardziej nietypowych i specyficznych zawodów. No bo pomyślmy, kto normalny chciałby codziennie grzebać w "nowym" trupie? Kto chciałby codziennie mieć do czynienia z największym ludzkim nieszczęściem, śmiercią bliskiej komuś osoby. Dzięki "Sprawie dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć" poznamy właśnie taką osobę i przekonamy się jak ciężkie, a zarazem ciekawe i piękne może być to powołanie.


Bohaterem książki jest Ken Holmes, emerytowany już koroner, ze znajdującego się nieopodal San Francisco hrabstwa Marin. Dzięki pierwszym rozdziałom poznajemy historię jego drogi prowadzącej go do zawodu. Już od dzieciństwa interesował się anatomią zwierząt - chorym pomagał, a te upolowane szczegółowo badał, ale nie miał zbyt wielkich chęci do nauki aby poświęcić się studiom medycznym lub weterynaryjnym. Dziadek Ken'a wiedział, że idealnym rozwiązaniem dla takiego młodzieńca może być ścieżka zawodowa koronera, która jednak przez swoją nie oczywistość, również nie należała do najprostszych.


Tak się składa, że aby zostać koronerem w USA (na świecie wygląda to bardzo różnie) nie trzeba mieć ani wykształcenia medycznego, ani skończonej akademii policyjnej. Wiedza z każdej z tych dziedzin na pewno przybliża potencjalnego kandydata na koronera do celu, ale kluczowym doświadczeniem w przypadku Ken'a jest to zdobyte w zakładzie pogrzebowym. Pozwoliło mu ono wyrobić w sobie opanowanie, odporność na ciężkie warunki pracy, jak i nieocenioną przy próbie zdobycia ważnych dla śledztwa informacji, empatię dla rodziny zmarłego.

Między innymi takie informacje, dotyczące spraw administracyjnych i prawnych funkcjonowania instytucji koronera w USA, czy podstaw wykonywania autopsji odkrywamy na początku tej książki. Autor podaje nam naprawdę dużo informacji, ale na szczęście bez zbyt drobiazgowych szczegółów, tak więc płyniemy przez biografię i przemyślenia Holmes'a, aż dochodzimy do meritum czyli obszernego zbioru spraw jakimi w całej swojej karierze zajmował się nasz bohater.


A tych jest całe mnóstwo. Mamy tajemnicze i brutalne morderstwa, na których rozwiązanie niekiedy trzeba było czekać 30 lat, lub które własnie po raz pierwszy w tej książce zostały ujawnione. Jest cały rozdział poświęcony najróżniejszym samobójstwom (których statystycznie jest więcej niż zabójstw), w tym o tych związanych z mostem Golden Gate (miejscem rekordowym pod tym względem). W książce przybliżono też kilka głośnych zbrodni (np. zabójstwo Tupac'a), jak i miejsca gdzie za takie zbrodnie wsadzano w celu wykonania kary śmierci (słynne wiezienie San Quentin).

Opisy tych wszystkich spraw uświadamiają nam jak złożona i wymagająca potrafi być praca koronera. Ustalenie sposobu i przyczyny śmierci często nie kończy się na zwykłej autopsji, lecz wymaga również podjęcia czynności czysto detektywistycznych. Często ustalenie tożsamości wymaga dni spędzonych na czytaniu akt i na przesłuchiwaniu kolejnych osób.
Jednym z plusów książki jest niewątpliwie fakt, że nie zamyka się ona tylko i wyłącznie na ścisłym opisie pracy koronera, ale poprzez opowieść Holmes'a, przybliżamy się do kwestii luźniej związanych z tym zawodem, jak np. zasady funkcjonowania więzień lub innych jednostek policyjnych. Takich odskoczni często wypatrywałem, bo taśmowe rozpatrywanie kolejnych przykładów autentycznych zgonów, po dłuższym czasie dla takiego człowieka jak ja, było przytłaczające :)

Biorę tę sprawę :)

Mimo ciężkiego tematu, z dwóch powodów książkę czytało mi się bardzo sprawnie i z przyjemnością. Po pierwsze, historie które poznajemy są przedstawiane w bardzo zwięzłej formie (max kilka stron na sprawę), a przy tym nie pozbawiono nas sporej ilości szczegółów. Drugim powodem jest obecność w książce samego Kena Holmesa. Nie jest on pionkiem, a naszym aktywnym współrozmówcą. Nie tylko przedstawia nam suche fakty, ale również siebie i swój stosunek do opisywanych wydarzeń. Da się odczuć, że jest to ktoś stworzony do tej brutalnej pracy, a jednocześnie posiadający dużą wrażliwość. Bez Kena "Sprawa dla Koronera" przypominałaby  Wikipedię.

Podsumowując, jeśli macie mocne żołądki, a na kryminałach zjedliście zęby śmiało sięgnijcie po tą nowość. Może fabuła nie będzie tak spektakularna jak w ostatnio przeczytanych powieściach, ale na pewno prawdziwa. A co delikatniejsi (jak ja) niech lepiej odpowiednio dawkują sobie tę lekturę. 

Pozdrawiam 
T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy 


P.S. Za zdjęcia dziękuję @ale.dzien, zapraszam do obserwowania profilu na instagramie.


INFORMACJE O KSIĄŻCE
Tytuł: Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć 
Autor: John Bateson 
Data wydania: 28 stycznia 2019
Gatunek: Literatura faktu 
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 416 

Ocena Księgozbioru: 
8/10 

Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania

Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania


Można nie mieć bladego pojęcia o fizyce teoretycznej, kosmologii, nie znać nazwiska żadnego współczesnego naukowca, ale Stephena Hawkinga znają niemal wszyscy. Jak sam twierdził, wielka w tym zasługa nieszczęścia jakie go spotkało pod postacią ciężkiej choroby, prowadzącej do pogłębiającego się paraliżu, i zmuszającej go z czasem do życia na wózku inwalidzkim i korzystania z zaawansowanego syntezatora mowy. Ale nie miałoby to żadnego znaczenia gdyby nie jego wiedza, sformułowane teorie, a przede wszystkim przebojowość i dar tłumaczenia fascynujących odkryć astrofizyki w sposób bardzo przystępny. Kultowa już "Krótka historia czasu" sprawiła, że wielu ludzi zostało zarażonych chęcią zdobywania wiedzy na temat wszechświata i uruchomiła ciekawą dyskusję na tematy kluczowe dla naszego istnienia. W ostatniej napisanej przez siebie książce (a w praktyce zredagowanej przez grono współpracowników), Stephen Hawking przedstawił nam swoje przemyślenia dotyczące kilku takich tematów.


Zanim zapoznamy się z wszystkimi zawartymi w książce 10 pytaniami i odpowiedziami na nie, czeka nas krótki wstęp napisany przez Eddie'ego Redmayne'a, aktora odgrywającego główną rolę w filmie o życiu Hawkinga, oraz wstęp dłuższy, ciekawszy, którego autorem jest słynny fizyk (główny konsultant przy filmie "Interstellar") Kip Thorne. Przybliża on nam pokrótce życie, wspólne badania, dokonania Stephana Hawkinga, tak więc osoby nie znające zbytnio tej postaci mogą liczyć na szybką, podstawową edukację.

Czy istnieje Bóg? Co jest wewnątrz czarnej dziury? Czy ludzkość przetrwa na Ziemi? Przyznacie, że pytania te śmiało można nazwać wielkimi. Oczywiście nikt nie zna na nie dokładnej odpowiedzi, ale już sama analiza danego tematu może nam bardzo dużo powiedzieć. Tak właśnie jest i w tym przypadku. Czy z Hawkingiem się zgadzamy, czy nie, ciężko odmówić mu talentu i lekkości z jaką omawia poszczególne kwestie, korzystając nie tylko z zagadnień fizyki, ale również filozofii, religii czy historii. Oczywiście "krótkie odpowiedzi" to nie to samo co "proste odpowiedzi" i aby zrozumieć w pełni wywody autora, jakąś tam minimalną wiedzę, a przede wszystkim chęć do zdobywania nauki, posiadać musimy. Tematy poruszane w "Krótkich odpowiedziach na wielkie pytania" nie były mi obce, ale mimo tego pewne fragmenty musiałem czytać powtórnie, aby ostatecznie upewnić się czy dobrze wszystko rozumiem. Krótka forma wymusza korzystanie, tam gdzie to możliwe, z pewnych skrótów myślowych, a taki stan rzeczy dla dociekliwych, może być momentami problematyczny. No cóż, ja to rozumiem, coś za coś :)



Książkę polecam naprawdę każdemu (a szykującym się do czytania cyklu "Wspomnienia o przeszłości Ziemi" szczególnie), warto w sobie odkryć tą radość z poznawania kolejnych, wydawałoby się abstrakcyjnych teorii. Wszechświat jest bliżej nas niż mogłoby się wydawać, a jego zrozumienie dzięki takim książkom o wiele prostsze i dostępne dla każdego. 

Pozdrawiam
T.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:



INFORMACJE O KSIĄŻCE:
Tytuł: Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania
Autor: Stephen Hawking
Data wydania: 12 listopada 2018
Gatunek: literatura popularnonaukowa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 224

Ocena Księgozbioru:
9/10
Spowiedź Polskiego Kata

Spowiedź Polskiego Kata


Dziś poruszymy bardzo trudny i kontrowersyjny temat, bo w końcu czytanie to nie tylko rozrywka. Jakim człowiekiem jest kat? Czy kara śmierci może być sprawiedliwa? Dzięki uzupełnionemu o nowe wątki wznowieniu „Spowiedzi Polskiego Kata”, ponownie staniemy naprzeciw tych i innych trudnych pytań.

Na początku chciałbym zauważyć i przestrzec, że tytuł książki jest nieco mylący. Słowo „spowiedź” zostało tu użyte dosyć na wyrost, ponieważ samej rozmowy z ostatnim polskim katem nie jest tu aż tak dużo, jak mogło by się wydawać. Oprócz prób wniknięcia w myśli tytułowego bohatera sporo czasu autor poświęca niektórym polskim skazańcom i przedstawieniu historii stosowania kary śmierci, tak w Polsce jak i na świecie. Zrobił się z tego misz-masz, który może się podobać, ale nastawionym na swego rodzaju wywiad-rzekę już niekoniecznie.


Co do rozmów z katem, to są one prowadzone w dosyć specyficzny sposób. Pan Andrzejczak, od początku stawia się po stronie przeciwników kary śmierci i mocno to akcentuje próbami wprowadzenia rozmówcy w poczucie winy. Z jednej strony taka ciągła kontra sprawia, że w wywiadzie niejednokrotnie „iskrzy”, robi się dynamicznie i teoretycznie nie można się nudzić. Na dłuższą metę niestety ton autora wydawał mi się zbyt napastliwy, a pytania i problemy, które poruszał często zbyt powierzchowne. Jak na tak trudny temat, który w sumie mnie interesował, to trochę za mało. Sprawy z pewnością nie ułatwiała wycofana, bardzo asertywna postawa kata. No ale cóż, nikt nie powiedział że będzie łatwo.


Ten kluczowy element książki przeplatany jest różnymi rozmaitościami związanymi z karą śmierci. Dowiemy się jak wyglądało jej wprowadzanie na przestrzeni wieków i w zależności od miejsca na świecie, jak zmieniało się jej egzekwowanie, a tym samym rola kata i wiele innych historii. Oprócz ogólnie znanych faktów, dostajemy też masę mniej istotnych ciekawostek np. o tym jak skazywano na karę śmierci za popełnione czyny zwierzęta, czy że w niektórych miejscach np.: w Japonii, skazaniec dowiaduje się o karze śmierci tuż przed egzekucją. Autor nie szczędzi nam wielu krwawych i brutalnych szczegółów, więc w sumie cała książka jest raczej dla osób o mocnych nerwach.


Książka nie byłaby pełnowartościowa gdyby nie przybliżono w niej czynów skazańców znajdujących się po drugiej stronie topora. Autor dzieli się z nami bardzo dużą ilością faktów, szczegółami na temat morderstw, oraz przybliża jakże bardzo różną postawę i myśli osób czekających na dzień egzekucji. Podsumowując, mamy tu do czynienia z dużym zbiorem nieznanych szerzej faktów, oraz studium bardzo różnych postaw psychologicznych, co w sumie było dla mnie ciekawsze niż tytułowa spowiedź.


Nie trudno zauważyć, że Pan Jerzy Andrzejczak musiał włożyć naprawdę dużo pracy w zebranie takiej ilości informacji na temat kary śmierci. Niestety panujący chaos i niezdecydowanie w tym, co tak naprawdę chce się przekazać, oraz mało satysfakcjonująca część dotycząca tytułowej spowiedzi sprawiła, że w ostateczności czuję pewien niedosyt.

Pozdrawiam

T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE:
Tytuł: Spowiedź Polskiego Kata
Autor: Jerzy Andrzejczak
Data wydania: 27 sierpnia 2018
Gatunek: literatura faktu 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Aktywa
Liczba stron: 272

Ocena Księgozbioru:
6/10



Koniec śmierci

Koniec śmierci



Wreszcie przyszedł ten moment, kiedy to mogę się cieszyć z ukończenia jednej z najlepszych trylogii sci-fi jakie dane mi było poznać. Wszystkich którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z tym dziełem chińskiej literatury, zapraszam do recenzji „Problemu trzech ciał” i „Ciemnego lasu”, natomiast pozostałych nielicznych do recenzji ostatniego tomu cyklu „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” 

Aby nie psuć nikomu radości z odkrywania zawiłej i pełnej zwrotów fabuły, przypomnę tym co „Ciemny Las” mają już dawno za sobą, to co najistotniejsze. 
Ziemia nie zdołała uniknąć spotkania z przybyszami z kosmosu, ale dzięki szantażowi powiadomienia Wszechświata o położeniu Trisolaris, stworzyła prowizoryczny, ale jak się okazało dosyć trwały pokój i równowagę między dwoma cywilizacjami. Teoretycznie wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku. Dzięki nietypowej symbiozie Ziemianie i Trisolianie przeżywają potężny wzrost cywilizacyjny i kulturowy. Oczywiście nic nie może wiecznie trwać, tak i w tym przypadku wiele osób zdaje sobie sprawę, że nie można zaprzestać prac dotyczących rozwoju nauki, dających szanse na wyjście z tego pata obronną ręką. 


Kolejna część trylogii to również kolejny główny bohater opowieści. Tym razem jest to fizyczka Cheng Xin, która dzięki swojej ciężkiej pracy dołączyła do ścisłego grona osób decydujących o wprowadzeniu najważniejszych dla Ziemi programów naukowych. Jej losy i decyzje, podobnie jak u Wpatrującego się w Ścianę z poprzedniego tomu, są ściśle związane z „być albo nie być” całej cywilizacji ziemskiej. Inna trochę jest natomiast budowa całej historii. Nie jest już tak poszatkowana, praktycznie cały czas jesteśmy z główną bohaterką. Nowością jest coś na miarę przeplatającego się przez kolejne rozdziały dziennika, opisującego co dzieje się na Ziemi w sposób bardziej zdystansowany i „suchy”. 

"Nie mam już wiele do powiedzenia poza przestrogą.
Życie zrobiło milowy krok, kiedy wyszło z oceanu na ląd, ale te pierwsze ryby, które wspięły się na ląd, nie były już rybami.
Podobnie ludzie przestaną być ludźmi, gdy naprawdę wkroczą w kosmos i uwolnią się od Ziemi. A więc do wszystkich tu obecnych kieruję te słowa: Kiedy pomyślicie o wylocie w przestrzeń kosmiczną bez oglądania się za siebie, zastanówcie się, proszę, co robicie. Cena, jaką będziecie musieli zapłacić, jest dużo wyższa, niż sobie wyobrażacie."

Co do fabuły i odczuć związanych z lekturą „Końca śmierci” to mogę śmiało powiedzieć, że nic się nie zmieniło. Niesamowita mnogość i szczegółowość opisów, pomysłów, analiz tego co może się stać w przestrzeni technologicznej i społecznej jest wprost powalająca. Mam wrażenie, że autor rozwinął się i popuścił wodzę fantazji jeszcze bardziej niż do tej pory, a jednocześnie cały czas stara się wywołać w czytelniku przekonanie, że to wszystko może się stać już w dniu jutrzejszym. To niesamowite uczucie, gdy po raz kolejny śledzimy poczynania i myśli pojedynczych osób, a za chwilę stajemy przed ważącym się losem poszczególnych planet i galaktyk. Oczywiście ta ogarniająca całą historię epickość, jest związana z częstym wzrostem „patosometru” na czasami wręcz nieznośnie wysoki pułap, ale to chyba już produkt uboczny, którego ciężko się pozbyć w tego typu dziełach. Tak czy inaczej, duże brawa dla Cixin Liu za odwagę w kreowaniu takiego uniwersum.

Na koniec zostaje tylko żałować, że to już koniec tej przygody. Zapewne znowu przez długi czas nie uświadczymy historii podobnego formatu. Miejmy nadzieję, że wcześniej doczekamy się epickiej ekranizacji. Tego sobie i Wam wszystkim życzę :)

Pozdrawiam

T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy



INFORMACJE O KSIĄŻCE
Tytuł: Koniec śmierci
Cykl: Wspomnienie o przeszłości Ziemi
Autor: Cixin Liu
Data wydania: 3 kwietnia 2018
Gatunek: science-fiction, fantastyka
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 840


Nagrody: Locus Science-fiction Award (2017)
Nominacje: Hugo (2017)

Nominacje: Książka Roku Lubimycztac.pl (2018)

Ocena Księgozbioru:
9/10
Lżejszy od fotografii. O Grzegorzu Ciechowskim

Lżejszy od fotografii. O Grzegorzu Ciechowskim


Biorąc najnowszą biografię frontmana "Republiki" do rąk, ciężko było mi uwierzyć, że minęło już 16 lat od tego smutnego dnia, gdy odszedł od nas Grzegorz Ciechowski. Tyle też tylko lat miałem wtedy ja, ale mimo to pamiętam jak wielki smutek i zaskoczenie wywołało to wydarzenie nie tylko w świecie muzyki, ale w całym kraju. Nowość od Wydawnictwa Literackiego okazała się być świetnym pretekstem do przypomnienia sobie, dlaczego tak bardzo brakuje nam tego wspaniałego artysty.

"Lżejszy od fotografii. O Grzegorzu Ciechowskim" dosyć różni się od standardowych biografii, ponieważ nie jest, jak to zazwyczaj bywa, zamkniętą opowieścią autora, a prawie tylko i wyłącznie zbiorem wypowiedzi osób blisko związanych z Grzegorzem. Mam tu na myśli wiele osób z jego najbliższej rodziny, grono bliższych i dalszych współpracowników związanych z Republiką, oraz innych artystów, których spotkał jako lider zespołu, lub w późniejszych latach jako producent. Liczba, wspominających Ciechowskiego, osób przekłada się bezpośrednio na grubość książki. Fanów na pewno to ucieszy, tym bardziej, że naprawdę, rzadko która z umieszczonych tu wypowiedzi może wydawać się zbędna.


Tym co od razu rzuca się w oczy, jest odwrócona chronologia, tak więc zaczynamy mocnym uderzeniem, powracając do tragicznego 22 grudnia 2001 roku. Efekt tego u mnie był taki, że kilka pierwszych dni chodziłem jak struty. Smutek wydobywający się z kolejnych wspomnień, mimo minionego czasu, udzielił się bezpośredni również i mi. Historia życia Grzegorza Ciechowskiego pochłonęła mnie na tyle, że ciężko było mi się oderwać od lektury, a po kilku dniach miałem wrażenie jakbym znał Republikę i ich lidera całe życie. Duża w tym zasługa autora tej biografii, Piotra Stelmacha, dziennikarza radiowej trójki. Materiał został zredagowany tak, że dosłownie płyniemy po linii czasu, poznając te same historie raz z jednej, a raz z drugiej strony. Mogę sobie tylko wyobrazić jak wiele materiału musiał on zebrać i ile osób wysłuchać, aby ostatecznie doszło do opublikowania tego tekstu. 

W trakcie lektury poznamy Grzegorza Ciechowskiego z perspektywy wielu codziennych, wydawałoby się, mało znaczących sytuacji. Poznamy go jako człowieka ciepłego, rodzinnego, bardzo wrażliwego i o bardzo szerokich horyzontach. Kolejne opowieści jednoznacznie doprowadzają nas do wniosku, że był on nie tylko wielkim artystą, ale również przyjacielem. Ta trochę jednostronna opowieść, wynika po części z formy książki, czyli z tego, że zamiast konkretnych, dociekliwych pytań dziennikarza, które mogłyby do czegoś sprowokować, mamy po prostu luźne wypowiedzi i wspomnienia.



Fanów Republiki do lektury nie muszę zachęcać, ale uważam, że jest to książka nie tylko dla nich. Uważam, że po prostu warto wiedzieć jak przez te lata wiele straciła polska popkultura, bo mało takich osób jak Grzegorz Ciechowski było i niestety mało osób tego formatu na horyzoncie jest widocznych.

Pozdrawiam
T.

P.S. Za zdjęcia dziękuję @ale.dzien, zapraszam do obserwowania profilu na instagramie.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy



Informacje o książce:

Tytuł: Lżejszy od fotografii. O Grzegorzu Ciechowskim

Autor: Piotr Stelmach

Data wydania: 6 czerwca 2018 

Gatunek: biografia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 644
Ocena Księgozbioru: 
Nominacje: Książka Roku Lubimycztac.pl (2018)

8/10
Copyright © 2014 Ksiegozbiór , Blogger
blog
blog