Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecane. Pokaż wszystkie posty
Martwa woda

Martwa woda

 

Nadszedł w końcu czas na piąte spotkanie z Jimmym Perezem. Ci którzy śledzą nasze recenzje, wiedzą zapewne, że w poprzedniej części autorka bardzo mnie rozeźliła swym zakończeniem, w związku z tym trochę wbrew sobie sięgnęłam po kolejny tom. Niestety z „babską ciekawością” nie wygrasz, co zrobić? ;). I dobrze, bo moim zdaniem jest to chyba najlepsza książka z tej serii. 






Prokurator Rhona Laing z okien swojego domu zauważa dryfujący w zatoce wyścigowy yaol. Przekonana, że to żart miejscowej młodzieży postanawia odholować go do brzegu. Niestety na łodzi znajduje ciało mężczyzny. Ofiarą okazuje się być Jerry Markham wychowany na Szetlandach, dziennikarz robiący karierę w Londynie. Przy ciele zostaje znaleziona aktówka, w której znajduje się tylko kilka identycznych, pustych pocztówek przedstawiających trzech skrzypków. W trakcie śledztwa na jaw wychodzi, że chłopak opuszczając wyspy pozostawił za sobą ciężarną młodą pokojówkę, której losem nie był zainteresowany. I choć te wydarzenia to już historia, a dziewczyna straciła dziecko i jest właśnie w trakcie przygotowań do ślubu z innym mężczyzną, to może nadal ktoś miał do niego żal? A może ma to coś wspólnego z sensacyjnym artykułem, nad którym Markham pracował? Niestety nikt, nawet jego wydawca, nie wiedzą czego artykuł ten miał dotyczyć. 




Śledztwo prowadzi Sandy wraz z przysłaną z Inverness detektyw Willow Reeves, dla której jest to pierwsze dochodzenie i bardzo chciałaby się wykazać. Oboje bardzo chętnie przyjęliby pomoc Jimmy’ego Pereza, który nadal nie może się pozbierać po wydarzeniach sprzed 6 miesięcy i z początku nie bardzo chce się angażować w to śledztwo. Jednak z czasem i u niego „babska ciekawość” bierze górę i powoli zaczyna partycypować w działaniach zmierzający do odnalezienia przestępcy. Po trosze na własną rękę, nieoficjalnie, a po trosze przy współpracy z panią detektyw mozolnie odkrywa kolejne elementy tej układanki. 


Jak już napisałam we wstępie, moim zdaniem jest to najlepsza ze wszystkich przeczytanych przeze mnie części tej serii. Nie tracąc nic ze swego klaustrofobiczno-mglisto-tajemniczo-plotkarskiego klimatu dostarcza nam nowej energii, wręcz emanuje dynamizmem, zaskakując nagłymi zwrotami akcji. Autorka myli tropy podrzucają, co i rusz nowe fakty. Wiele czasu poświęca też wewnętrznym rozterkom Pereza, co pozwala nam jeszcze bardziej zaprzyjaźnić się z tym bohaterem. Biedak nie ma łatwo, ale w końcu odkrywa, że mimo wszystko życie toczy się dalej, że świat nie stanął w miejscu, a on musi się zatroszczyć o tych, którzy zostali powierzeni jego pieczy i sprawić aby ich życie było w miarę możliwości normalne. Co więcej, coś tak czuję, że autorka szykuje dla niego jeszcze nie jedną niespodziankę. 


Podsumowując, ja znów niecierpliwie czekam na kolejny tom a Wam wszystkim gorąco polecam, tym co nie znają, całą serię, a tym co już mają cztery tomy za sobą, koniecznie sięgnijcie po piaty, nie ma na co czekać. 

Pozdrawiam
K.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy




INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Martwa woda 
Autor: Ann Cleeves
Cykl: Kwartet szetlandzki (tom 5) 
Data wydania: 2 października 2019 
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 465 

Ocena Księgozbioru: 

9/10
Sekret Matki

Sekret Matki


Dziś chciałabym Wam przedstawić książkę, która swoją premierę miała pod koniec lipca. Thriller psychologiczny Shalini Boland porównywany jest do „Dziewczyny z pociągu”. Moim skromnym zdaniem jest od niego dużo lepszy. 


Tessa Markham to młoda kobieta po przejściach. Straciła dwoje dzieci, a jej małżeństwo nie przetrwało tych trudnych ciosów. Jak się domyślacie nasza bohaterka stoi okrakiem między przeszłością, a teraźniejszością nie potrafiąc do końca poukładać sobie życia na nowo. Choć próbuje to demony przeszłości odbiły piętno na jej relacjach z najbliższymi. 


Pewnego dnia po powrocie do domu w swojej kuchni zastaje małego chłopca. Zadając mu pytania skąd jest i jak znalazł się w jej domu nie uzyskuje racjonalnych odpowiedzi. Chłopiec twierdzi, że do Tessy przyprowadził go anioł, gdyż jest ona jego mamą. Kobieta jest totalnie zdezorientowana. Sytuacja jest absurdalna i sama daje sobie sprawę, że nikt jej nie uwierzy, iż chłopiec sam przyszedł do jej domu. Prosi, zatem swojego męża (z którym jest w separacji) by był przy niej podczas przyjazdu policji. Jak się domyślacie nie dają oni wiary wyjaśnieniom kobiety, bo któż by w nie uwierzył. W kolejnych dniach w mediach rozpoczyna się nagonka. Na jaw zaczynają wychodzić sprawy z przeszłości, które znacznie komplikują obecną sytuację Tessy. 


Książkę Shalini Boland czyta się jednym tchem. Skomplikowana historia oraz doskonale opisane emocje sprawiają, że możemy współodczuwać. Momentami mamy wrażenie, że autorka trochę z nami bawi się w kotka i myszkę. Mamy na uwadze, iż bohaterka miała problemy z zachowaniem zdrowia psychicznego, co pozwala nam sądzić, że cała tak historia to wytwór jej wyobraźni. Jednak nie do końca tak jest. 


Jak wcześniej wspomniałam książka porównywana jest do „Dziewczyny z pociągu” jednak chyba tylko ze względu na gatunek, który je łączy. Rachel była irytująca i miejscami godna pożałowania. Natomiast Tessa mimo trudnej sytuacji radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Nie jest to broń Boże zarzut wręcz przeciwnie ukazuje bohaterkę jako silną kobietę mimo sytuacji jaka zapanowała w jej życiu. Sama historia również jest ciekawa, a końcówka wzruszająca, choć zastanawiałam się na początku czy realna. Jednak była kiedyś pewna historia nawet z polskich newsów, która mogłaby strać się zalążkiem do powstania tej historii. 


Nie będę pisać nic więcej, bo zacznę spojlerować a tego bym nie chciała. Polecam i czekam na Wasze wrażenia ze spotkania z twórczością Shalni Boland.

Pozdrawiam 
A. 


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:
Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie



INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Sekret Matki 
Autor: Shalini Boland 
Data wydania: 31 lipca 2019 
Gatunek: sensacja, thriller, kryminał 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 
Liczba stron: 312 

Ocena Księgozbioru: 

8/10

I sprawisz, że wrócę do prochu

I sprawisz, że wrócę do prochu


Dziś wyjątkowo chciałabym zacząć od dywagacji na temat kwalifikacji książki, którą chcę Wam przybliżyć. Przeczytawszy opis zamieszczony na okładce pomyślałam, że zapowiada się na niezły kryminał. W tej również kategorii umieścił tę pozycję wydawca. W moim odczuciu nic bardziej mylnego. Osobiście zakwalifikowałabym to, jako powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym, co więcej zahaczającą o historię medycyny. Czy ta drobna zmiana sprawia, że jestem rozczarowana? Zdecydowanie nie. 



Głównym bohaterem powieści „I sprawisz, że wrócę do prochu” jest Will Raven, młody student medycyny, który została wyróżniony możliwością asystowania znanemu ginekologowi dr Simpsonowi. Ten „dar z nieba” nie tylko otwiera przed Willem możliwość zrobienia błyskotliwej kariery, ale również pozwala wydostać się z biedoty Starego Miasta dziewiętnastowiecznego Edynburga do bogatego Nowego Miasta, w którym pacjenci płacą pieniędzmi, a drzwi otwierają lokaje. Na dzień przed tym znacznym awansem społecznym młody lekarz znajduje nienaturalnie powykręcane ciało swojej przyjaciółki Eve. Dziewczyna uprawiała najstarszy zawód świata, a gdy popadła w kłopoty poprosiła Willa o pomoc. Chłopak znacznie zapożyczył się, aby wspomóc Eve. Teraz niestety pieniądze przepadły, a wierzyciele depczą mu po piętach. Will ma nadzieję, że bogata klientela dr Simpsona, pozwoli szybko spłacić zaciągnięty dług. Tyle, że dr Simpson prowadzi dwie równoległe działalności. Na piętrze swej willi przyjmuje bogate klientki, natomiast na dole przyjmuje biedotę, od której nie bierze pieniędzy i to właśnie tymi pacjentami na początek ma zająć się nasz bohater. W trakcie praktyki lekarskiej Will spotyka się z kolejnymi przypadkami nagłych zgonów kobiet. Wszystkie ofiary łączy kilka wspólnych cech. Są młode, biedne i prawdopodobnie w niechcianej ciąży. Will zaczyna podejrzewać, że za wszystkimi tymi przypadkami kryje się jedna osoba, tylko kto robiłby coś takiego? Z pomocą w jego małym śledztwie przychodzi chłopakowi młoda, ale bardzo bystra i oczytana służąca Sara. Czy we dwójkę są wstanie zgłębić przyczynę tajemniczych zgonów? 


Jak widzicie coś tam z kryminału się tu znajdzie, ale 480 stron tej powieści to głównie niesamowity opis poszczególnych warstw społecznych w dziewiętnastowiecznej Anglii. Bardzo dużo miejsca autorzy (Ambrose Parry to pseudonim, pod którym kryje się dwójka pisarzy: Chris Brookmyre i Marisa Haetzman) poświęcają również pozycji kobiet w zdominowanym przez mężczyzn świecie. Niezmiernie ciekawe są też opisy zabiegów medycznych (warto wiedzieć, że do 1847 roku, kiedy to toczy się akcja powieści, cesarskie cięcie zostało wykonane tylko kilka razy na żywej kobiecie i nie jest metodą powszechnie stosowaną, zatem niestosują jej również nasi bohaterowie), procedur, metod eksperymentowania z nowymi substancjami oraz pierwszych kroków w anestezjologii. I choć, jak wspomniałam na wstępie, w moim mniemaniu nie jest to kryminał zapierający dech w piersiach, to jest to bardzo ciekawa i wciągająca powieść z niebanalnymi postaciami, którym przyszło żyć w bardzo ciekawych czasach, zatem gorąco Was zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. 


Na koniec muszę jeszcze dodać duży plus za wnętrze okładki. Oryginalna mapa Edynburga z 1847 r. wydrukowana złotym tuszem na czarnym tle robi wrażenie. 

Pozdrawiam 
K. 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: I sprawisz, że wrócę do prochu 
Autor: Ambrose Parry 
Data wydania: 23 lipca 2019 
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Liczba stron: 480 

Ocena Księgozbioru: 

8/10
Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere. [ PREMIERA 17 września 2019]

Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere. [ PREMIERA 17 września 2019]



Wszyscy ci z Was, którzy śledzą dość regularnie naszego bloga wiedzą, że uwielbiam książki Juliana Fellowesa. Cenię sobie również jego filmy i seriale. Obecnie na ekrany kin wszedł film pt.: „Downton Abbey”, który jest kinową kontynuacją serialu o tym samym tytule. Downton Abbey to nazwa dworu, na którym toczy się akcja serialu i filmu. Jako pierwowzór tytułowej posiadłości posłużył Fellowesowi zamek Highclere siedziba rodu Carnarvon. 



Dla wszystkich fanów wspomnianego serialu, ale nie tylko, na pewno nie lada gratką będzie książka napisana przez obecną Hrabinę Carnarvon, żonę ósmego Earla Carnarvon, pt.: „Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere.” 


Autorka postanowiła przybliżyć szerszej publiczności prawdziwe życie w posiadłości w czasach gdy zamieszkiwali ją chyba najbardziej sławni jej mieszkańcy czyli Lady Almina wraz z mężem, piątym Earlem Carnarvon. Choć niejasne pochodzenie Alminy utrudniało jej dostęp do znamienitych salonów w edwardiańskiej Anglii to jednak jej niebotyczny majątek sprawił, że znalazła się w kręgu zainteresowań mocno zadłużonego w tym czasie piątego Earla Carnarvon. Jednak Lady Almina wniosła nie tylko wkład finansowy do tego związku. Urocza, piękna i opiekuńcza dzieliła z mężem jego zamiłowanie do Egiptu i bardzo ofiarnie towarzyszyła mu w jego wyprawach archeologicznych. Po przeprowadzce do Highclere zarządziła generalny remont, dzięki któremu posiadłość jako jedna z niewielu w tamtych czasach zyskała kanalizację i elektryczność. Podczas I wojny światowej, korzystając z możliwości jakie dawał jej status i majątek, stworzyła w Highclere jedyny w swoim rodzaju szpital, w którym najciężej ranni, w komfortowych warunkach, pod stałą opieką zarówno profesjonalnego zespołu medycznego jak i samej Lady Carnarvon, korzystając z osiągnięć najnowocześniejszych sprzętów, mogli wracać do zdrowia. Lady Almina nie szczędziła czasu ani pieniędzy, aby wnieść jak największy wkład osobisty w toczącą się wojnę. 


Piaty Earl również miał niezwykła wkład historyczny. Jako miłośnik techniki wspierał rozwój lotnictwa, a dzięki jego zamiłowaniu archeologicznemu możemy dziś oglądać skarby grobowca Tutenchamona. 


Jednak autorka książki nie ogranicza się tylko do hrabiostwa Carnarvon. W książce znajdziemy również bardzo ciekawe informację o życiu i zwyczajach służby, dzięki której Highclere mogło precyzyjnie funkcjonować i do dnia dzisiejszego pełnić rolę siedziby rodu. Jeśli dalej będziecie spragnieni informacji o tej wspaniałej budowli Hrabina Fiona Carnarvon, autorka opisywanej dziś książki, prowadzi bloga, na którym znajdziecie wiele zdjęć, przepisów kulinarnych oraz ciekawostek dotyczących tej wspaniałej posiadłości. 


Gorąco polecam nie tylko miłośnikom Dowton Abbey, ale wszystkim wielbicieli historii i ciekawych ludzi. 

Pozdrawiam 
K. 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere. 
Autor: Hrabina Carnarvon 
Data wydania: 17 września 2019 
Gatunek: Biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 350 

Ocena Księgozbioru: 

8/10
Zjazd absolwentów

Zjazd absolwentów


Autora „Zjazdu absolwentów” chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Sporo propozycji z listy moich ulubionych autorów zajmowało mój czas i na twórczość Musso gdzieś nie starczało mi czasu. W zeszłym roku moja znajoma Kamila zafascynowała się „Dziewczyną z Brooklinu”, której recenzje znajdziecie u nas na blogu. Pożyczyłam i nie powiem żebym przepadła. Raczej byłam poirytowana i lekko znudzona. Jednak to było moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Każdy ma lepsze i gorsze momenty w życiu, zatem postanowiłam dać szansę najnowszej jego książce, a mianowicie wspomnianemu „Zjazdowi absolwentów”. 



Akcja książki dzieje się dwutorowo. Poznajemy wydarzenia z 1992 roku oraz z roku 2017. Obydwa czasy akcji łączy kampus oraz postać Thomasa Degalaisa. 

źródło: instagram wydawnictwa albatros
W 1992 roku podczas zimowego wieczoru z kampusu ginie bez śladu młoda uczennica Vinca. Śledztwo niestety utyka w martwym punkcie. Poszlakowo ustalono, że dziewczyna prawdopodobnie uciekła ze swoim nauczycielem Alexisem Clementem, gdyż i on tego dnia zniknął bez śladu. Historia wydawała się piękna jednak jak można ukrywać się przez wieki. Ewidentnie coś tu nie pasowało. Po 25 latach w murach kampusu odbywa się zjazd absolwentów. Sprawa zaginięcia nadal stanowi news spotkania. Koledzy zastanawiają się, co mogło się stać z dziewczyną. Jeden z uczestników, Thomas, był szaleńczo zakochany w Vince i do dania dzisiejszego nie może pogodzić się tym, że jego ukochana uciekła z innym. Wraz z przyjacielem Maximem chcą dotrzeć do prawdy gdyż wiedzą, że część z krążącej w obiegu historii jest fikcją. Prawda może okazać się zupełnie inna niż obaj przypuszczali. 


Guillaume Musso to pisarz, którego jedni kochają dozgonnie, inni nienawidzą, a jeszcze inni, jak ja, będą dawali mu szansę. Jak wcześniej wspomniałam dotychczas miałam jedno spotkanie z jego twórczością i to niezbyt udane. Niektórzy na moim miejscu nie podeszliby do próby numer dwa – jednak nie ja. Niezmiernie się cieszę, że to zrobiłam. „Zjazd absolwentów” okazał się bardzo dobrą lekturą. To co mi się w tej książce najbardziej podobało to, to że rozwiązanie zagadki było niczym Matrioszka, odkrywasz jedną zagadkę, a już czeka na Ciebie następna. Nic nie było podane na talerzu. I choć historia może wydawać się lekko naciągana to nie odstrasza. 


Książkę przeczytałam już jakiś czas temu i pisząc tę recenzję zajrzałam na portal lubimyczytać.pl. Nie zapoznawałam się z innymi opiniami tylko interesowała mnie liczba gwiazdek od Was czytelników. Utwierdziłam się w przekonaniu, że autor ma specyficzne pióro i nie każda książka może przypaść mi do gustu, jednak będę sięgać po jego twórczość. Czytajcie Musso! ;)

Pozdrawiam
A.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy: 
Znalezione obrazy dla zapytania albatros wydawnictwo


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Zjazd absolwentów 
Autor: Guillaume Musso 
Data wydania: 31 lipca 2019 
Gatunek: literatura obyczajowa 
Wydawnictwo: Albatros 
Liczba stron: 320 

Ocena Księgozbioru: 
8/10


Mordercza układanka

Mordercza układanka


Miłośnicy kryminałów wiedzą jak ważne jest profilowanie sprawcy. Tym bardziej, gdy praktyka ta wykorzystywana jest w tropieniu prawdziwych przestępców. Dzięki tego typu umiejętnościom udaje się zawężać poszukiwania do konkretnych cech osobowości, charakteru a nawet upodobań. 



Paul Britton to znany brytyjski profiler. Tym razem w swojej książce opowiada o swojej pracy psychologa sądowego. Czy jest to ekscytująca lektura? Jak najbardziej. Czyta się ją jak doskonałą książkę z dreszczykiem. Wielu z Was rzadko, albo wcale nie sięga po literaturę faktu sądząc, że będzie to kolejna beznadziejna pozycja, dodatkowo nudna. Nic bardziej mylnego. 


Britton, w swojej książce, zaprasza nas w zakamarki swojej praktyki zawodowej, opowiada o swoich pacjentach w sposób wciągający, opisując przy okazji poszczególne przypadki. Paul Britton w swojej pracy zetknął się z wieloma bardzo poważnymi przypadkami. W swojej książce prowadzi nas od zwykłych problemów małżeńskich po bardzo brutalne przestępstwa. Dzięki analizie przedstawionych przypadków sami powoli zaczynamy rozumieć jak ważne w pracy psychologa sądowego, czy profilera, jest słuchanie oraz umiejętność zadawania pytań. Jak mówi sam autor główne pytania są proste: kim jesteś? i dlaczego taki się stałeś? i na nie trzeba odpowiedzieć. Jednak uzyskanie odpowiedzi może zająć niestety wiele godzin, dni a czasem miesięcy. Osobiście byłam mocno zafascynowana sposobem prowadzenia rozmowy, umiejętnością wycofania się lub pokierowaniem rozmowy w taki sposób by mimochodem uzyskać dodatkowe intersujące odpowiedzi. 


Jest to niebywale wciągająca pozycja. Ta tematyka interesuje mnie niezmiernie i pochłaniam wszelkie treści z nią związane. Jestem szalenie wdzięczna, że dzięki Wydawnictwu Znak miałam możliwość poznania kolejnej pozycji z gatunku literatury faktu zgłębiającej tematykę True Crime. 

Pozdrawiam
A.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

Znalezione obrazy dla zapytania znak



INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Mordercza układanka 
Autor: Paul Britton 
Data wydania: 19 czerwca 2019 
Gatunek: literatura faktu 
Wydawnictwo: Znak 
Liczba stron: 528 

Ocena Księgozbioru: 

8/10 


Błękit błyskawicy

Błękit błyskawicy


Znacie to uczucie gdy ufacie autorowi, że sięgając po kolejną książkę z lubianej serii, nie tylko dostarczy Wam rozrywki godnej poprzednich tomów, ale również pozwoli spotkać się z bohaterami, do których zdążyliście się już przywiązać, i znów obserwować ich losy? I nagle ten autor, zdrajca jakich mało, wbija Wam nóż w serce. To boli. To wkurza. Och jaka ja byłam zła na Ann Cleeves po przeczytaniu tej części. Nawet teraz, pomimo iż minęło już trochę czasu, krew się we mnie burzy. Może dlatego tak ciężko było mi usiąść do tej recenzji. I pewnie teraz wszyscy myślicie, że książka jest słaba. Nic bardziej mylnego. Obiektywnie rzecz biorąc jest naprawdę dobra, tylko autorka nie gra z nami fair play, ale od początku. 



Perez chce przedstawić Fran swoim rodzicom i w tym celu zabiera ją na rodzinną Fair Isle - najodleglejszą zamieszkałą brytyjską wyspę. Rodzice urządzają młodym przyjęcie zaręczynowe w obserwatorium ptaków. Następnego dnia po przyjęciu w obserwatorium zostaje znalezione ciało kobiety. Zamordowano znaną ornitolożkę. Jej śmierć nie może być przypadkowa, gdyż we włosy ofiary wpleciono ptasie skrzydła. Kto mógł zrobić coś tak potwornego? Sytuację dodatkowo komplikuje pogoda, która odcina obecnych na Fair Isle od reszty świata, w związku z czym, Perez, jako jedyny policjant, musi podjąć się rozwiązania tej trudnej zagadki. W pracy policyjnej pomoże mu Fran. Podejrzanych nie ma wielu, tak jak niewielu jest mieszkańców wyspy. I choć mogłoby się wydawać, że w związku z tym znalezienie sprawcy to tylko kwestia czasu to jednak okazuje się, że ta niewielka wysepka potrafi pomieścić naprawdę dużo ludzkich tajemnic. Czy Perezowi uda się znaleźć sprawcę nim ten uderzy po raz drugi? 


Teraz powinnam napisać jak dobra jest fabuła, jak cudownie zachowana klaustrofobiczna atmosfera, jak niesamowicie pani Cleeves oddała surowość klimatu, ale ja się nadal na autorkę gniewam, więc tego nie zrobię ;). Oczywiście nie mogę Wam zdradzić co powoduje u mnie tak skrajne emocje. Żeby to zrozumieć musicie sięgnąć po „Błękit błyskawicy”, a najlepiej po cały Kwartet szetlandzki, który właściwie jest już Oktetem szetlandzkim zatem mimo wszystko czekam na kolejną część. Może choć trochę Pani Cleeves zmyje swoje winy. 


Gorąco polecam. 

Pozdrawiam
K. 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy


INFORMACJE O KSIĄŻCE: 

Tytuł: Błękit błyskawicy 
Cykl: Kwartet szetlandzki (tom 4) 
Autor: Ann Cleeves 
Data wydania: 19 czerwca 2019 
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 422 

Ocena Księgozbioru: 

8/10
Nagranie

Nagranie



Twórczość Małgorzaty Falkowkiej z cała pewnością znana jest wielu z Was. Ja choć, słyszałam o jej wcześniejszych powieściach nie miałam przyjemności się z nimi zaprzyjaźnić. Czemu tym razem zmieniłam zdanie. Otóż dlatego, że Pani Małgorzata skusiła się do napisania kryminału. Ten gatunek jest mi najbliższy i nie stronie od poznawania nowych historii. 

„Nagranie” to wciągająca od pierwszych stron historia zaginięcia młodych mężczyzn, którą próbuje rozwiązać komisarz Maciej Gorczyński. Każde zaginięcie wiąże za sobą niewiadomą oraz rozpacz rodziny. Przez dłuższy czas policjanci kręcą się w kółko nie potrafiąc znaleźć niczego, co pomogłoby im w schwytaniu porywacza. 


Jednak pewnego grudniowego dnia do rodziny jednego z zaginionych chłopaków trafia nagranie wraz z kartką. Z przesyłki policjanci dowiadują się, że szukać mają mordercy, a nie porywacza. Czas goni, więc komisarz Gorczyński włącza do sprawy jasnowidzkę Sylwię Trojanowską. Choć usługi pani Sylwii mogą budzić wątpliwości to jednak jest ona bardzo pomocna, a jej wskazówki sprawiają, że policja jest blisko rozwikłania zagadki. 

Powiem Wam, że kiedyś nie lubiłam polskich kryminałów. Niechęć do nich ciągnęła się latami. Zawsze w tych książkach policjanci przedstawiani byli jako totalnie bezradni i nie umiejący złożyć w kupę nawet najprostszej kryminalnej układanki. Nie wiem, czemu jednak w książkach autorów zagranicznych komisarze zawsze wydawali mi się bardziej błyskotliwi i lepiej kojarzący fakty.
 

Małgorzata Falkowska w swojej książce doskonale wyważyła tę niewiedzę i bezradność policji, z umiejętnością kojarzenia i składania puzzli w jedną całość. Dzięki czemu Gorczyński nie działał mi na nerwy, a wręcz jego osoba wzbudziła nutkę sympatii i zrozumienia, co do jego poczynań. Rozdziały „Nagrania” są krótkie, przez co książka nabiera tempa, a my mamy wrażenie, że przestępca czuje nasz oddech na plecach. Historia jest ciekawa, nieprzerysowana. 

Wątek obyczajowy również przedstawia się dość imponująco. Zastanawiam się czy nie mogłaby się stworzyć z tego seria ;), bo potencjał jest. Z miła chęcią przeczytałabym o dalszych losach Macieja i Sylwii. Niekoniecznie muszą być cukierkowe – jak to życie.

Pozdrawiam
A.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Nagranie 
Autor: Małgorzata Falkowska 
Data wydania: 15 maja 2019 
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece 
Liczba stron: 304 

Ocena Księgozbioru: 8/10

Copyright © 2014 Ksiegozbiór , Blogger
blog
blog