Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości wydawnicze 2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości wydawnicze 2019. Pokaż wszystkie posty
Martwa woda

Martwa woda

 

Nadszedł w końcu czas na piąte spotkanie z Jimmym Perezem. Ci którzy śledzą nasze recenzje, wiedzą zapewne, że w poprzedniej części autorka bardzo mnie rozeźliła swym zakończeniem, w związku z tym trochę wbrew sobie sięgnęłam po kolejny tom. Niestety z „babską ciekawością” nie wygrasz, co zrobić? ;). I dobrze, bo moim zdaniem jest to chyba najlepsza książka z tej serii. 






Prokurator Rhona Laing z okien swojego domu zauważa dryfujący w zatoce wyścigowy yaol. Przekonana, że to żart miejscowej młodzieży postanawia odholować go do brzegu. Niestety na łodzi znajduje ciało mężczyzny. Ofiarą okazuje się być Jerry Markham wychowany na Szetlandach, dziennikarz robiący karierę w Londynie. Przy ciele zostaje znaleziona aktówka, w której znajduje się tylko kilka identycznych, pustych pocztówek przedstawiających trzech skrzypków. W trakcie śledztwa na jaw wychodzi, że chłopak opuszczając wyspy pozostawił za sobą ciężarną młodą pokojówkę, której losem nie był zainteresowany. I choć te wydarzenia to już historia, a dziewczyna straciła dziecko i jest właśnie w trakcie przygotowań do ślubu z innym mężczyzną, to może nadal ktoś miał do niego żal? A może ma to coś wspólnego z sensacyjnym artykułem, nad którym Markham pracował? Niestety nikt, nawet jego wydawca, nie wiedzą czego artykuł ten miał dotyczyć. 




Śledztwo prowadzi Sandy wraz z przysłaną z Inverness detektyw Willow Reeves, dla której jest to pierwsze dochodzenie i bardzo chciałaby się wykazać. Oboje bardzo chętnie przyjęliby pomoc Jimmy’ego Pereza, który nadal nie może się pozbierać po wydarzeniach sprzed 6 miesięcy i z początku nie bardzo chce się angażować w to śledztwo. Jednak z czasem i u niego „babska ciekawość” bierze górę i powoli zaczyna partycypować w działaniach zmierzający do odnalezienia przestępcy. Po trosze na własną rękę, nieoficjalnie, a po trosze przy współpracy z panią detektyw mozolnie odkrywa kolejne elementy tej układanki. 


Jak już napisałam we wstępie, moim zdaniem jest to najlepsza ze wszystkich przeczytanych przeze mnie części tej serii. Nie tracąc nic ze swego klaustrofobiczno-mglisto-tajemniczo-plotkarskiego klimatu dostarcza nam nowej energii, wręcz emanuje dynamizmem, zaskakując nagłymi zwrotami akcji. Autorka myli tropy podrzucają, co i rusz nowe fakty. Wiele czasu poświęca też wewnętrznym rozterkom Pereza, co pozwala nam jeszcze bardziej zaprzyjaźnić się z tym bohaterem. Biedak nie ma łatwo, ale w końcu odkrywa, że mimo wszystko życie toczy się dalej, że świat nie stanął w miejscu, a on musi się zatroszczyć o tych, którzy zostali powierzeni jego pieczy i sprawić aby ich życie było w miarę możliwości normalne. Co więcej, coś tak czuję, że autorka szykuje dla niego jeszcze nie jedną niespodziankę. 


Podsumowując, ja znów niecierpliwie czekam na kolejny tom a Wam wszystkim gorąco polecam, tym co nie znają, całą serię, a tym co już mają cztery tomy za sobą, koniecznie sięgnijcie po piaty, nie ma na co czekać. 

Pozdrawiam
K.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy




INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Martwa woda 
Autor: Ann Cleeves
Cykl: Kwartet szetlandzki (tom 5) 
Data wydania: 2 października 2019 
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 465 

Ocena Księgozbioru: 

9/10
Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere. [ PREMIERA 17 września 2019]

Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere. [ PREMIERA 17 września 2019]



Wszyscy ci z Was, którzy śledzą dość regularnie naszego bloga wiedzą, że uwielbiam książki Juliana Fellowesa. Cenię sobie również jego filmy i seriale. Obecnie na ekrany kin wszedł film pt.: „Downton Abbey”, który jest kinową kontynuacją serialu o tym samym tytule. Downton Abbey to nazwa dworu, na którym toczy się akcja serialu i filmu. Jako pierwowzór tytułowej posiadłości posłużył Fellowesowi zamek Highclere siedziba rodu Carnarvon. 



Dla wszystkich fanów wspomnianego serialu, ale nie tylko, na pewno nie lada gratką będzie książka napisana przez obecną Hrabinę Carnarvon, żonę ósmego Earla Carnarvon, pt.: „Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere.” 


Autorka postanowiła przybliżyć szerszej publiczności prawdziwe życie w posiadłości w czasach gdy zamieszkiwali ją chyba najbardziej sławni jej mieszkańcy czyli Lady Almina wraz z mężem, piątym Earlem Carnarvon. Choć niejasne pochodzenie Alminy utrudniało jej dostęp do znamienitych salonów w edwardiańskiej Anglii to jednak jej niebotyczny majątek sprawił, że znalazła się w kręgu zainteresowań mocno zadłużonego w tym czasie piątego Earla Carnarvon. Jednak Lady Almina wniosła nie tylko wkład finansowy do tego związku. Urocza, piękna i opiekuńcza dzieliła z mężem jego zamiłowanie do Egiptu i bardzo ofiarnie towarzyszyła mu w jego wyprawach archeologicznych. Po przeprowadzce do Highclere zarządziła generalny remont, dzięki któremu posiadłość jako jedna z niewielu w tamtych czasach zyskała kanalizację i elektryczność. Podczas I wojny światowej, korzystając z możliwości jakie dawał jej status i majątek, stworzyła w Highclere jedyny w swoim rodzaju szpital, w którym najciężej ranni, w komfortowych warunkach, pod stałą opieką zarówno profesjonalnego zespołu medycznego jak i samej Lady Carnarvon, korzystając z osiągnięć najnowocześniejszych sprzętów, mogli wracać do zdrowia. Lady Almina nie szczędziła czasu ani pieniędzy, aby wnieść jak największy wkład osobisty w toczącą się wojnę. 


Piaty Earl również miał niezwykła wkład historyczny. Jako miłośnik techniki wspierał rozwój lotnictwa, a dzięki jego zamiłowaniu archeologicznemu możemy dziś oglądać skarby grobowca Tutenchamona. 


Jednak autorka książki nie ogranicza się tylko do hrabiostwa Carnarvon. W książce znajdziemy również bardzo ciekawe informację o życiu i zwyczajach służby, dzięki której Highclere mogło precyzyjnie funkcjonować i do dnia dzisiejszego pełnić rolę siedziby rodu. Jeśli dalej będziecie spragnieni informacji o tej wspaniałej budowli Hrabina Fiona Carnarvon, autorka opisywanej dziś książki, prowadzi bloga, na którym znajdziecie wiele zdjęć, przepisów kulinarnych oraz ciekawostek dotyczących tej wspaniałej posiadłości. 


Gorąco polecam nie tylko miłośnikom Dowton Abbey, ale wszystkim wielbicieli historii i ciekawych ludzi. 

Pozdrawiam 
K. 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere. 
Autor: Hrabina Carnarvon 
Data wydania: 17 września 2019 
Gatunek: Biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 350 

Ocena Księgozbioru: 

8/10
Pierścień

Pierścień



Dziś na tapecie klasyka science fiction, o której, przyznaję się bez bicia, nie miałem zielonego pojęcia. Nowe wydanie omawianego dziś tytułu posiada bardzo ładną, wzbudzającą zainteresowanie, twardą oprawę i jedynie wiek "Pierścienia" (prawie 50 lat) trochę mnie zaniepokoił. Jak wszyscy wiemy, nie każdy klasyk zdołał przetrwać pół wieku bez uszczerbku.

Szczęśliwie już pierwsze rozdziały świadczą o tym, że wyobraźni i oryginalności autorowi nie brakowało, a książkę czyta się tak jakby napisana została dosłownie wczoraj. Świat przedstawiony w "Pierścieniu" od samego początku zachwyca różnorodnością ras, galaktyk, zdobyczy technologicznych. Głównymi bohaterami historii są Louis Wu, człowiek - podróżnik mający blisko 200 lat, Teela Brown również przedstawicielka rasy ludzkiej, ale obdarzona nieprawdopodobnym szczęściem, niezwykle inteligentny, a jednocześnie tchórzliwy, dwugłowy lalkarz Nessus oraz kotopodobny wojowniczy i agresywny kzin. Każda z tych postaci jest niezwykłą indywidualnością, ale z różnych względów połączyło ich wspólne zadanie - dotarcie do niezwykłego, nieznanego nikomu obiektu we wszechświecie, sztucznej planety w kształcie pierścienia, która swoim ogromem mogłaby pomieścić miliony innych planet. Kto na niej żyje? Jak możliwe było jej stworzenie? Na te pytania odpowiedzi nie ma, ale na szczęście jest wymieniona grupa śmiałków, która postanowiła zmierzyć się z tą tajemnicą i kryjącą się za nią obcą cywilizacją.


Nie bez powodu "Pierścień" przyrównywany jest do historii ze Śródziemia. Tu również mamy drużynę, i długą drogę w nieznane, a trzonem powieści są relacje jakie panują miedzy bohaterami. Fabuła może nie jest odkrywcza, ale poprowadzona na tyle sprawnie i dynamicznie, że ostatecznie wcale nam nie przeszkadza. Mimo "bajkowego" tematu nie trudno jest zauważyć, że Larry Niven cenił sobie inteligencję czytelników, a swojego dzieła nie kierował do najmłodszych. Odnosi się to zarówno do kontaktów międzyludzkich jakie tu panują, jak i opisów technicznych. A te bywają miejscami dosyć skomplikowane, ale dotyczy to przede wszystkim kwestii dotyczących astronomii i fizyki. Brak innych szczegółów technologicznych sprawia, że fani science fiction mogą czuć lekki niedosyt, ale z drugiej strony możemy cieszyć się z tego, że książka tak dobrze przeżyła te 50 lat.



Podsumowując, mamy do czynienia z prostą, ale nie prostacką historią, wypełnioną bardzo ciekawym światem, postaciami i okraszoną przyjemnym, nie głupim poczuciem humoru. Coś w sam raz na zakończenie tego pięknego lata :)

Pozdrawiam
Tomek

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Pierścień 
Autor: Larry Niven
Cykl: Pierścień (tom 1)    
Data wydania: 2 maja 2019
Gatunek: fantastyka, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 426

Ocena Księgozbioru: 
7/10


Błękit błyskawicy

Błękit błyskawicy


Znacie to uczucie gdy ufacie autorowi, że sięgając po kolejną książkę z lubianej serii, nie tylko dostarczy Wam rozrywki godnej poprzednich tomów, ale również pozwoli spotkać się z bohaterami, do których zdążyliście się już przywiązać, i znów obserwować ich losy? I nagle ten autor, zdrajca jakich mało, wbija Wam nóż w serce. To boli. To wkurza. Och jaka ja byłam zła na Ann Cleeves po przeczytaniu tej części. Nawet teraz, pomimo iż minęło już trochę czasu, krew się we mnie burzy. Może dlatego tak ciężko było mi usiąść do tej recenzji. I pewnie teraz wszyscy myślicie, że książka jest słaba. Nic bardziej mylnego. Obiektywnie rzecz biorąc jest naprawdę dobra, tylko autorka nie gra z nami fair play, ale od początku. 



Perez chce przedstawić Fran swoim rodzicom i w tym celu zabiera ją na rodzinną Fair Isle - najodleglejszą zamieszkałą brytyjską wyspę. Rodzice urządzają młodym przyjęcie zaręczynowe w obserwatorium ptaków. Następnego dnia po przyjęciu w obserwatorium zostaje znalezione ciało kobiety. Zamordowano znaną ornitolożkę. Jej śmierć nie może być przypadkowa, gdyż we włosy ofiary wpleciono ptasie skrzydła. Kto mógł zrobić coś tak potwornego? Sytuację dodatkowo komplikuje pogoda, która odcina obecnych na Fair Isle od reszty świata, w związku z czym, Perez, jako jedyny policjant, musi podjąć się rozwiązania tej trudnej zagadki. W pracy policyjnej pomoże mu Fran. Podejrzanych nie ma wielu, tak jak niewielu jest mieszkańców wyspy. I choć mogłoby się wydawać, że w związku z tym znalezienie sprawcy to tylko kwestia czasu to jednak okazuje się, że ta niewielka wysepka potrafi pomieścić naprawdę dużo ludzkich tajemnic. Czy Perezowi uda się znaleźć sprawcę nim ten uderzy po raz drugi? 


Teraz powinnam napisać jak dobra jest fabuła, jak cudownie zachowana klaustrofobiczna atmosfera, jak niesamowicie pani Cleeves oddała surowość klimatu, ale ja się nadal na autorkę gniewam, więc tego nie zrobię ;). Oczywiście nie mogę Wam zdradzić co powoduje u mnie tak skrajne emocje. Żeby to zrozumieć musicie sięgnąć po „Błękit błyskawicy”, a najlepiej po cały Kwartet szetlandzki, który właściwie jest już Oktetem szetlandzkim zatem mimo wszystko czekam na kolejną część. Może choć trochę Pani Cleeves zmyje swoje winy. 


Gorąco polecam. 

Pozdrawiam
K. 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy


INFORMACJE O KSIĄŻCE: 

Tytuł: Błękit błyskawicy 
Cykl: Kwartet szetlandzki (tom 4) 
Autor: Ann Cleeves 
Data wydania: 19 czerwca 2019 
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 422 

Ocena Księgozbioru: 

8/10
Kocia kołyska

Kocia kołyska



Kurt Vonnegut przewijał się przez moją „kupkę wstydu” już od dłuższego czasu. Przyszedł wreszcie ten dzień, że Wydawnictwo Zysk i S-ka zdecydowało się na reedycje dzieł tego klasyka i wiedziałem, że teraz nie mogę już odpuścić :). Wspominam o tym we wstępie dlatego, że z perspektywy „po” już wiem, jak istotny dla odbioru tego co pisze Vonnegut jest nasze dotychczasowe doświadczenie z tym autorem (lub jego brak).




"Kocia kołyska" opowiada o perypetiach pewnego dziennikarza, który postanowił napisać książkę o wielkim uczonym, Feliksie Hoenikerze, twórcy bomby atomowej, zrzuconej później na Hiroszimę. Proces zbierania materiału do książki zaprowadził go do współpracowników zmarłego konstruktora, oraz jego dorosłych już dzieci. Natrafiając w wyniku tego na trop tajemniczej i śmiertelnie groźnej dla świata substancji kryjącej się pod kryptonimem „lód-9”, szereg zbiegów okoliczności skierował naszego dziennikarza i innych, nieprzypadkowych gości, na zapomnianą przez Boga karaibską wyspę San Lorenzo. Z czasem nasz bohater zaczyna odkrywać, iż tajemnicze wydarzenia na kierowanej przez dyktatora wysepce, prowadzą świat po raz kolejny w kierunku śmiertelnego niebezpieczeństwa.





Historie zawartą w „Kociej kołysce” przedstawiłem Wam w bardzo skrótowy sposób i „po łebkach”, bo z tego co zauważyłem, podejście to jest tożsame z podejściem autora do tego aspektu powieści. Książka jest poszatkowana na wiele 2-3 stronicowych rozdziałów, z których każda jest oddzielną sceną, rozważaniem, tematem rozmowy, w którym bierze udział nasz bohater i narrator zarazem. Prosta historia oraz forma może być myląca i łatwo może uśpić naszą czujność. Pomimo, że krótkie, rozdzialiki te są bardzo bogate w różnego rodzaju filozoficzne aluzje, porównania, odniesienia do szerszej niż ta przedstawiona w powieści rzeczywistości. Zamiast absurdalnej historyjki science-fiction zaczynamy zauważać wyraźne nawiązanie np.: do wielu smutnych momentów z historii, gdzie ludzkość pod wpływem fałszywych idei, utopii, poddaje się rządom nielicznych osób. Wymyślony świat San Lorenzo z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej przypomina nam świat, w którym żyjemy, a zabawne żarty i aluzje stają się coraz bardziej gorzkie. Początkowo lekka powieść, przeistacza się w bardzo poważne rozważania na temat kondycji moralnej społeczeństwa, a czarny, ponury scenariusz zbliża się do nas w tempie szybszym, niż byśmy tego chcieli.

Newt siedział nadal skulony w leżaku. Wyciągnął przed siebie upaćkane dłonie, jakby miał na nich rozpiętą kocią kołyskę.
- Nic dziwnego, że dzieci wyrastają potem na wariatów. Kocia kołyska to tylko kilka iksów ze sznurka pomiędzy czyimiś palcami i dzieciak patrzy, i patrzy na te iksy....
- I co?
- I nic. Nie ma żadnego cholernego kota, żadnej cholernej kołyski.




Całość może nie wywarła na mnie aż tak piorunującego efektu jak na krytykach, ale nie mogę nie docenić talentu autora do tego, w jak niewielu słowach umiał zawrzeć tyle sensu i pomysłowości. W sumie wydaje się, że powieści nic nie brakuje, ale trochę zbyt papierowi bohaterowie i zbyt gorzka satyra (bliżej mi do czegoś w stylu „Paragraf 22”), sprawiły że jednak trochę odczekam zanim złapię za kolejny tytuł Vonneguta. Tak czy inaczej z „Kocią kołyską” zapoznać się polecam, bo wartość jaką niesie za sobą ten tytuł jest bezdyskusyjna, czy się z autorem zgadzamy czy też nie.

Pozdrawiam

T.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:



INFORMACJE O KSIĄŻCE
Tytuł: Kocia kołyska 
Autor: Kurt Vonnegut 
Data wydania: 28 stycznia 2019 
Gatunek: literatura piękna 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 360
Ocena Księgozbioru:

8/10
Co o mnie wiesz? [PREMIERA DNIA 17 KWIETNIA 2019]

Co o mnie wiesz? [PREMIERA DNIA 17 KWIETNIA 2019]


W dniu dzisiejszym przychodzimy do Was z przedpremierową recenzją książki Megan Mirandy pod tytułem: „Co o mnie wiesz?”. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak mam możliwość przedstawić Wam moją opinię na temat tego thrillera, który swoją premierę będzie miał 17 kwietnia. 


Główną bohaterką i zarazem narratorką jest Leah. Młoda dziennikarka z dania na dzień traci wszystko: pracę, chłopaka, przyjaciółkę. Jednak mimo pasma nieszczęść na swej drodze spotyka Emmy, koleżankę ze studiów. Dziewczyny postanawiają razem zamieszkać, jednak nie jak dotąd w Bostonie a w małym miasteczku. Każda z nich chce zacząć od nowa. Leah podejmuje pracę w miejscowej szkole, natomiast Emmy, jak na lekkoducha przystało, nie potrafi nigdzie dłużej zagrzać miejsca. 


W okolicy pewnego dnia dochodzi do napadu na kobietę, która do złudzenia przypomina naszą bohaterkę. Do tego okazuje się, że Emmy od dłuższego czasu nie ma w domu. Leah podejrzewa, że coś złego mogło przydarzyć się również jej przyjaciółce. Czy Emmy żyje, czy nie? Czy wszystko co dzieje się wokół Leah to zbiegi okoliczności czy gra, lub urojenia? 


Od dłuższego czasu z naszego zespołu Księgozbiorowego to mi przypada w udziale recenzowanie thrillerów. Jak się możecie domyślać czasem trudno jest mnie zadowolić w tym temacie, a uwierzcie mi, że zdarzają się prawdziwe „gnioty”, przez które ciężko jest przebrnąć. Jednak nie tym razem. Megan Miranda doskonale zarysowała nam główną bohaterkę. Mamy wrażenie, że jesteśmy częścią Leah, że siedzimy w jej głowie i nie tylko uczestniczymy na bieżąco w toczących się wydarzeniach, ale również gmeramy w jej przeszłości. Mamy odczucie jakoby nasza bohaterka starła się coś przed nami zataić. Jej strach, lęk, zagubienie oraz odczucia są namacalne. Książka pochłonęła mnie bez reszty. Autorce udało się stworzyć naprawdę mistrzowski thriller psychologiczny. Sądzę że przypadnie do gustu wielu czytelnikom. 

Gorąco polecam 

A.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:



INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Co o mnie wiesz? 
Autor: Megan Miranda 
Data wydania: 1 kwietnia 2019 
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał 
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 416 

Ocena Księgozbioru: 
9/10

Siostra księżyca

Siostra księżyca


Dziś w końcu nadszedł czas na kolejną część serii Siedem sióstr (recenzje poprzednich części znajdziecie tu). To już piąty tom zatytułowany „Siostra księżyca”, w którym poznamy lepiej Tiggy – Tajgete, jak do tej pory chyba najmniej charakterystyczną z sióstr. Choć pojawiała się już w poprzednich częściach nie zaznaczyła zbyt silnie swojej obecności, zatem trochę obawiałam się tej części. Czy słusznie?



Tiggy spotykamy w momencie, gdy stara się o pracę w posiadłości Kinnaird. Ma tam zasiedlić dzikie koty, a w przyszłości i inne gatunki. Wręcz idealna praca dla naszej weganki i miłośniczki natury. Okazuje się, że szkockie odludzie skrywa przed Tiggy nie tylko wyzwania zawodowe. Na terenie posiadłości mieszka stary Cygan Chilly, który jest bruja i przepowiada Tajgete, że w niedługim czasie wróci ona do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, do miejsca swoich urodzin. Choć dziewczyna nie bardzo wierzy w bajania starego człowieka w wyniku zbiegu wielu okoliczności, między innymi pojawienia się Zeda Eszu, którego niezbyt miło wspominam z pierwszej części, nasza bohaterka staje przed niebieskimi drzwiami jaskini w Sacramonte. Z dnia na dzień przenosimy się z zimowej Szkocji do gorącej Grenady, gdzie w szaleńczych rytmach flamenco odkryjemy dzieje rodziny Tiggy. Dzieje trudne, burzliwe i bardzo fascynujące. 


Przez to, że Tiggy jest najbardziej uduchowioną ze wszystkich sióstr, jej historia jest najbardziej bajkowa. Wiele tu elementów mistycznych - przepowiednie, ziołowe mikstury na każdą dolegliwość i klątwy. Znajdzie się też miejsce na wątek kryminalny no i oczywiście miłosny. Wrócimy też do sprawy śmierci Pa Salta. Dzięki pewnemu odkryciu, jakie dokona Tiggy stanie się ona jeszcze bardziej podejrzana i tajemnicza. Wszystko to sprawia, że znów pani Riley skradła mi serce i z niecierpliwością czekam na kolejną odsłonę tej sagi rodzinnej, której przedsmak jak zwykle autorka zafundowała nam w ostatnim rozdziale. Okazuje się zatem, że moje obawy były zupełnie nietrafione. Tiggy po swych przodkach odziedziczyła moc, którą przyciąga nas bardzo silnie. 


Na koniec tradycyjnie już gorąco polecam całą serię :). 

Pozdrawiam
K. 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy: 
Znalezione obrazy dla zapytania albatros wydawnictwo


INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Siostra księżyca 
Cykl: Siedem sióstr (tom5) 
Autor: Lucinda Riley 
Data wydania: 13 luty 2019 
Gatunek: literatura obyczajowa i romans 
Wydawnictwo: Albatros 
Liczba stron: 576 

Ocena Księgozbioru: 

8/10
Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)

Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)


Latami przyszło nam żyć szczęśliwie, w dość spokojnych czasach. Ale nic nie jest dane na zawsze, a historia kołem lubi się toczyć. Aktualne wydarzenia na świecie zdają się właśnie nam to wykrzykiwać. Wszystko wskazuje na to, że wypracowany przez dziesiątki lat ład, coraz bardziej się kruszy, a przestarzały i niedostosowany do dzisiejszych czasów system demokratyczny, przestał być lekarstwem na wszystko. Jakie są tego powody, co temu sprzyja? Mało kto wydaje się nad tym zastanawiać. Jedną z osób bijących na alarm jest Jamie Barlett, dziennikarz i publicysta specjalizujący się w najnowszych technologiach oraz autor książki, do której zapoznania się będę Was dzisiaj namawiał. 

Punktem wyjścia w książce “Ludzie przeciw technologii” jest bliższe zapoznanie czytelnika z mechanizmami działania sieci społecznościowych. Bezpośrednio od osób pracujących w Dolinie Krzemowej przy tworzeniu kolejnych zaawansowanych algorytmów, dowiadujemy się jak poprzez niewinne lajki i polubienia, big data wdziera się do naszego życia. Prawie cały dochód Google'a czy Facebooka stanowią wpływy z reklam, tak więc firmy te robią wszystko w celu jak najdokładniejszego sprofilowania każdej osoby. Dzięki temu reklamę, jak i zawartość doręczanych treści można odpowiednio przygotować, a co za tym idzie zwiększyć skuteczność sprzedaży. Ważną informacją już nie jest tylko co lubimy, a czego nie, ale np. nastrój w jakim się aktualnie znajdujemy.


Sytuacja nabiera szczególnej powagi, gdy dotyczy to naszych wyborów moralnych czy politycznych. W jednym z najważniejszych rozdziałów Jamie Barlett prześwietla kampanię Trump - Clinton, pod względem rewolucji jakiej dokonała za pomocą profilowania firma Cambridge Analytica. Włosy stają dęba gdy dowiadujemy się wprost od sztabów wyborczych, z jaką precyzją były serwowane kolejne treści, czy że wspomniany już Google czy Facebook przekazywał do sztabów swoich pracowników. Wisienką na torcie w tej sytuacji wydaje się być stwierdzenie faktu, że najgorsze w tym całym przekazie podprogowym i sterowaniu społeczeństwem jest to, iż mało kto zdaje sobie z tego sprawę, a jeszcze mniej osób to rozumie (w tym ustawodawcy). 

W tym momencie śmiało można przyznać autorowi rację, że nowoczesna technologia w sposób niezamierzony rozszyfrowała system demokratyczny i go po prostu “zhakowała”. W dalszych rozdziałach poznajemy inne zagrożenia związane z rozwojem internetowej społeczności i światowych monopoli typu Google. Chodzi tu np.: o siejącą zamęt postprawdę, czy efekt bańki informacyjnej. Ogranicza ona różnorodność dochodzących do nas informacji, a przez to wprost przyczynia się do wzmacniania bardzo szkodliwego dla demokracji zjawiska, zwanego plemiennością (jak się okazuje to nie tylko Polska przypadłość). Poza tym duża część książki poświęcona jest rozwojowi sztucznej inteligencji, która jak się przewiduje zrewolucjonizuje już niedługo rynek pracy, a mówiąc dokładniej, pozbawi jej wielu osób. To rodzi oczywiście kolejne niebezpieczeństwa oraz odpowiedzi na nie (blockchain, kryptowaluty), po których wymienieniu autor dzieli się szeregiem spostrzeżeń i rad na temat możliwości uratowania świata przed tak bardzo pesymistyczną wizją. 


„Współtwórca LinkedIna i wpływowy inwestor Reid Hoffman w 2017 roku powiedział „New Yorkerowi”, że blisko połowa bilionerów z Doliny Krzemowej w mniejszym lub większym stopniu przygotowała sobie, jak się wyraził, „ubezpieczenie na czas apokalipsy”. (…) Inni na tajnych grupach facebookowych omawiają środki na czarną godzinę: śmigłowce, schrony bombowe, bitcoiny, złoto (…) Zdaniem Antonia wielu przedsiębiorców technologicznych z Doliny Krzemowej podziela jego pesymizm na temat przyszłości, którą współtworzą, tyle tylko że się do tego publicznie nie przyznaje. Mimo to cała ta szkoła przetrwania - broń, amunicja - wydała mi się grubą przesadą. „A ty co masz? spytał Martinez, kręcąc się z taśmą mierniczą przy swoim ogromnym tipi. Zakładasz po prostu, że to się nie zdarzy”. A potem, zanim zdążyłem odpowiedzieć, sam wyjaśnił mi dokładnie, co mam. „Nadzieję. Masz nadzieję. A z nadziei robi się kiepskie ogrodzenia”” 

Widać, że Jamie Barlett siedzi mocno w tym o czym mówi, a posiadane przez niego informacje są z pierwszej ręki. Książka ma nieduży format i trochę ponad 200 stron, tak więc można powiedzieć że jest swego rodzaju kompendium w tej tematyce. Jak przystało na kompendium, kwestie skomplikowane są tu wytłumaczone w naprawdę przystępny sposób i dodatkowo okraszone dużą ilością interesujących przypisów, tak więc absolutnie nie ma miejsca na znużenie. 


Niektórzy zapewne stwierdzą, że zamieszczone w niej treści nie są żadną nowością, a autor jest daleki od wyczerpania tematu. Pewnie tak jest ale myślę, że zamiarem autora było trafić do jak najszerszej grupy osób nieświadomych, a nie odstraszyć ich zawiłościami technologicznymi. To się moim zdaniem całkowicie udało. Poza tym jeśli chodzi o wady, to drażnić może ufność z jaką dziennikarz podchodzi do największych korporacji tego świata (jest przeciwny rozbijaniu monopoli), ale poza tym można chyba stwierdzić, że swoje poglądy polityczne schował do kieszeni, co jak dla mnie jest bardzo istotne. 

Podsumowując, czasy są takie, że tego typu lektura jak dla mnie, powinna być obowiązkowym elementem w szkole w ramach lekcji wiedzy o społeczeństwie. W końcu przede wszystkim od świadomości jak największej liczby osób (dopóki sami możemy coś zmienić) zależeć będzie jakość naszej cywilizacji, która aktualnie znalazła swoje miejsce właśnie w wirtualnej rzeczywistości.

Pozdrawiam
T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:




INFORMACJE O KSIĄŻCE: 

Tytuł: Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)
Autor: Jamie Bartlett 
Data wydania: 23 stycznia 2019 
Gatunek: literatura faktu
Wydawnictwo: Sonia Draga 
Liczba stron: 231 

Ocena Księgozbioru: 
8/10

Copyright © 2014 Ksiegozbiór , Blogger
blog
blog