Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Mordercza układanka

Mordercza układanka


Miłośnicy kryminałów wiedzą jak ważne jest profilowanie sprawcy. Tym bardziej, gdy praktyka ta wykorzystywana jest w tropieniu prawdziwych przestępców. Dzięki tego typu umiejętnościom udaje się zawężać poszukiwania do konkretnych cech osobowości, charakteru a nawet upodobań. 



Paul Britton to znany brytyjski profiler. Tym razem w swojej książce opowiada o swojej pracy psychologa sądowego. Czy jest to ekscytująca lektura? Jak najbardziej. Czyta się ją jak doskonałą książkę z dreszczykiem. Wielu z Was rzadko, albo wcale nie sięga po literaturę faktu sądząc, że będzie to kolejna beznadziejna pozycja, dodatkowo nudna. Nic bardziej mylnego. 


Britton, w swojej książce, zaprasza nas w zakamarki swojej praktyki zawodowej, opowiada o swoich pacjentach w sposób wciągający, opisując przy okazji poszczególne przypadki. Paul Britton w swojej pracy zetknął się z wieloma bardzo poważnymi przypadkami. W swojej książce prowadzi nas od zwykłych problemów małżeńskich po bardzo brutalne przestępstwa. Dzięki analizie przedstawionych przypadków sami powoli zaczynamy rozumieć jak ważne w pracy psychologa sądowego, czy profilera, jest słuchanie oraz umiejętność zadawania pytań. Jak mówi sam autor główne pytania są proste: kim jesteś? i dlaczego taki się stałeś? i na nie trzeba odpowiedzieć. Jednak uzyskanie odpowiedzi może zająć niestety wiele godzin, dni a czasem miesięcy. Osobiście byłam mocno zafascynowana sposobem prowadzenia rozmowy, umiejętnością wycofania się lub pokierowaniem rozmowy w taki sposób by mimochodem uzyskać dodatkowe intersujące odpowiedzi. 


Jest to niebywale wciągająca pozycja. Ta tematyka interesuje mnie niezmiernie i pochłaniam wszelkie treści z nią związane. Jestem szalenie wdzięczna, że dzięki Wydawnictwu Znak miałam możliwość poznania kolejnej pozycji z gatunku literatury faktu zgłębiającej tematykę True Crime. 

Pozdrawiam
A.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

Znalezione obrazy dla zapytania znak



INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Mordercza układanka 
Autor: Paul Britton 
Data wydania: 19 czerwca 2019 
Gatunek: literatura faktu 
Wydawnictwo: Znak 
Liczba stron: 528 

Ocena Księgozbioru: 

8/10 


Nazywają mnie śmierć

Nazywają mnie śmierć


Już dawno nie mieliśmy dla Was nic z gatunku literatury faktu, zatem czas nadrobić zaległości. Wydawnictwo Muza wydało w kwietniu reportaż „Nazywają mnie śmierć” Klestera Cavalcantiego. Dziś, zatem jego recenzja. 

Júlio Santana to płatny morderca, który do dnia dzisiejszego przebywa na wolności. Na jego koncie jest około 500 ofiar. To niewyobrażalna liczba, jeśli bierze się pod uwagę to ile rodzin straciło swych bliskich, oraz to, że tyle razy udało mu się zbiec i nie zostać złapanym. 


Zawsze zastanawiało mnie to, jak żyje i funkcjonuje taki płatny morderca. Czy ma wyrzuty sumienia, czy jest bezwzględny jak bohaterowie z książek i filmów. Ta pozycja po trosze rozjaśniła mi ten obraz, pytanie tylko czy można uogólniać to w stosunku do innych płatnych morderców, czy odczucia Júlio nie są jednak tylko kwestią osobowości. Júlio Santana to tak naprawdę dwie osoby: wyrafinowany, morderca unikający kary, oraz ciepły mąż i ojciec. Czy to możliwe? Jak widać po tym reportażu tak, choć do teraz zastanawiam się jak? 

Júlio Santana prawdopodobnie urodził się w złych czasach oraz miał złych aniołów stróżów. Dorastał w trudnym okresie, w domu nie opływał w dobrobyt. Poznając jego losy od lat młodzieńczych możemy zauważyć miłego, romantycznego i dobrego chłopaka, który nadal w nim jest mimo tak pokaźnej listy ofiar. 

Nie bardzo chciałabym wdawać się w szczegóły losów Júlio Santany, bo z nimi możecie zapoznać się sami. Po krótce zdradzę Wam co sądzę na temat tej książki. Czyta się niezmiernie przyjemnie i szybko. Czy zaspokoiła moje wymagania? Po troszę tak. Liczyłam jednak na więcej informacji o zleceniach, planowaniu, oraz trudnościach. Możliwe, że jestem troszeczkę przyzwyczajona do tego typu opisów z książek z gatunku sensacja/thriller. Tutaj autor skupił się raczej jego wczesnych latach młodości i na początkach jego profesji, prawdopodobnie uznając, że ten okres był najtrudniejszym, oraz najciekawszym, jednak mnie bądź co bądź, laika w tej materii interesowało jakim cudem Santana uchronił się od kary w dobie tak dobrze rozwiniętej techniki i kryminalistyki. Ta książka bardziej przypominała mi delikatną sensację niż reportaż, do jakich się przyzwyczaiłam. 

Czuję pewien niedosyt i nie będę tego ukrywać, jednak książka sama w sobie jest interesująca i ze spokojnym sumieniem chciałabym ją Wam polecić.

Pozdrawiam
A.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:




INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Nazywają mnie śmierć 
Autor: Klester Cavalcanti 
Data wydania: 24 kwietnia 2019 
Gatunek: literatura faktu 
Wydawnictwo: Muza 
Liczba stron: 320 

Ocena Księgozbioru 

7/10

Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)

Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)


Latami przyszło nam żyć szczęśliwie, w dość spokojnych czasach. Ale nic nie jest dane na zawsze, a historia kołem lubi się toczyć. Aktualne wydarzenia na świecie zdają się właśnie nam to wykrzykiwać. Wszystko wskazuje na to, że wypracowany przez dziesiątki lat ład, coraz bardziej się kruszy, a przestarzały i niedostosowany do dzisiejszych czasów system demokratyczny, przestał być lekarstwem na wszystko. Jakie są tego powody, co temu sprzyja? Mało kto wydaje się nad tym zastanawiać. Jedną z osób bijących na alarm jest Jamie Barlett, dziennikarz i publicysta specjalizujący się w najnowszych technologiach oraz autor książki, do której zapoznania się będę Was dzisiaj namawiał. 

Punktem wyjścia w książce “Ludzie przeciw technologii” jest bliższe zapoznanie czytelnika z mechanizmami działania sieci społecznościowych. Bezpośrednio od osób pracujących w Dolinie Krzemowej przy tworzeniu kolejnych zaawansowanych algorytmów, dowiadujemy się jak poprzez niewinne lajki i polubienia, big data wdziera się do naszego życia. Prawie cały dochód Google'a czy Facebooka stanowią wpływy z reklam, tak więc firmy te robią wszystko w celu jak najdokładniejszego sprofilowania każdej osoby. Dzięki temu reklamę, jak i zawartość doręczanych treści można odpowiednio przygotować, a co za tym idzie zwiększyć skuteczność sprzedaży. Ważną informacją już nie jest tylko co lubimy, a czego nie, ale np. nastrój w jakim się aktualnie znajdujemy.


Sytuacja nabiera szczególnej powagi, gdy dotyczy to naszych wyborów moralnych czy politycznych. W jednym z najważniejszych rozdziałów Jamie Barlett prześwietla kampanię Trump - Clinton, pod względem rewolucji jakiej dokonała za pomocą profilowania firma Cambridge Analytica. Włosy stają dęba gdy dowiadujemy się wprost od sztabów wyborczych, z jaką precyzją były serwowane kolejne treści, czy że wspomniany już Google czy Facebook przekazywał do sztabów swoich pracowników. Wisienką na torcie w tej sytuacji wydaje się być stwierdzenie faktu, że najgorsze w tym całym przekazie podprogowym i sterowaniu społeczeństwem jest to, iż mało kto zdaje sobie z tego sprawę, a jeszcze mniej osób to rozumie (w tym ustawodawcy). 

W tym momencie śmiało można przyznać autorowi rację, że nowoczesna technologia w sposób niezamierzony rozszyfrowała system demokratyczny i go po prostu “zhakowała”. W dalszych rozdziałach poznajemy inne zagrożenia związane z rozwojem internetowej społeczności i światowych monopoli typu Google. Chodzi tu np.: o siejącą zamęt postprawdę, czy efekt bańki informacyjnej. Ogranicza ona różnorodność dochodzących do nas informacji, a przez to wprost przyczynia się do wzmacniania bardzo szkodliwego dla demokracji zjawiska, zwanego plemiennością (jak się okazuje to nie tylko Polska przypadłość). Poza tym duża część książki poświęcona jest rozwojowi sztucznej inteligencji, która jak się przewiduje zrewolucjonizuje już niedługo rynek pracy, a mówiąc dokładniej, pozbawi jej wielu osób. To rodzi oczywiście kolejne niebezpieczeństwa oraz odpowiedzi na nie (blockchain, kryptowaluty), po których wymienieniu autor dzieli się szeregiem spostrzeżeń i rad na temat możliwości uratowania świata przed tak bardzo pesymistyczną wizją. 


„Współtwórca LinkedIna i wpływowy inwestor Reid Hoffman w 2017 roku powiedział „New Yorkerowi”, że blisko połowa bilionerów z Doliny Krzemowej w mniejszym lub większym stopniu przygotowała sobie, jak się wyraził, „ubezpieczenie na czas apokalipsy”. (…) Inni na tajnych grupach facebookowych omawiają środki na czarną godzinę: śmigłowce, schrony bombowe, bitcoiny, złoto (…) Zdaniem Antonia wielu przedsiębiorców technologicznych z Doliny Krzemowej podziela jego pesymizm na temat przyszłości, którą współtworzą, tyle tylko że się do tego publicznie nie przyznaje. Mimo to cała ta szkoła przetrwania - broń, amunicja - wydała mi się grubą przesadą. „A ty co masz? spytał Martinez, kręcąc się z taśmą mierniczą przy swoim ogromnym tipi. Zakładasz po prostu, że to się nie zdarzy”. A potem, zanim zdążyłem odpowiedzieć, sam wyjaśnił mi dokładnie, co mam. „Nadzieję. Masz nadzieję. A z nadziei robi się kiepskie ogrodzenia”” 

Widać, że Jamie Barlett siedzi mocno w tym o czym mówi, a posiadane przez niego informacje są z pierwszej ręki. Książka ma nieduży format i trochę ponad 200 stron, tak więc można powiedzieć że jest swego rodzaju kompendium w tej tematyce. Jak przystało na kompendium, kwestie skomplikowane są tu wytłumaczone w naprawdę przystępny sposób i dodatkowo okraszone dużą ilością interesujących przypisów, tak więc absolutnie nie ma miejsca na znużenie. 


Niektórzy zapewne stwierdzą, że zamieszczone w niej treści nie są żadną nowością, a autor jest daleki od wyczerpania tematu. Pewnie tak jest ale myślę, że zamiarem autora było trafić do jak najszerszej grupy osób nieświadomych, a nie odstraszyć ich zawiłościami technologicznymi. To się moim zdaniem całkowicie udało. Poza tym jeśli chodzi o wady, to drażnić może ufność z jaką dziennikarz podchodzi do największych korporacji tego świata (jest przeciwny rozbijaniu monopoli), ale poza tym można chyba stwierdzić, że swoje poglądy polityczne schował do kieszeni, co jak dla mnie jest bardzo istotne. 

Podsumowując, czasy są takie, że tego typu lektura jak dla mnie, powinna być obowiązkowym elementem w szkole w ramach lekcji wiedzy o społeczeństwie. W końcu przede wszystkim od świadomości jak największej liczby osób (dopóki sami możemy coś zmienić) zależeć będzie jakość naszej cywilizacji, która aktualnie znalazła swoje miejsce właśnie w wirtualnej rzeczywistości.

Pozdrawiam
T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:




INFORMACJE O KSIĄŻCE: 

Tytuł: Ludzie przeciw technologii. Jak internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)
Autor: Jamie Bartlett 
Data wydania: 23 stycznia 2019 
Gatunek: literatura faktu
Wydawnictwo: Sonia Draga 
Liczba stron: 231 

Ocena Księgozbioru: 
8/10

Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć [PREMIERA DNIA 28 STYCZNIA 2019]

Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć [PREMIERA DNIA 28 STYCZNIA 2019]


Koroner to chyba jeden z najbardziej nietypowych i specyficznych zawodów. No bo pomyślmy, kto normalny chciałby codziennie grzebać w "nowym" trupie? Kto chciałby codziennie mieć do czynienia z największym ludzkim nieszczęściem, śmiercią bliskiej komuś osoby. Dzięki "Sprawie dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć" poznamy właśnie taką osobę i przekonamy się jak ciężkie, a zarazem ciekawe i piękne może być to powołanie.


Bohaterem książki jest Ken Holmes, emerytowany już koroner, ze znajdującego się nieopodal San Francisco hrabstwa Marin. Dzięki pierwszym rozdziałom poznajemy historię jego drogi prowadzącej go do zawodu. Już od dzieciństwa interesował się anatomią zwierząt - chorym pomagał, a te upolowane szczegółowo badał, ale nie miał zbyt wielkich chęci do nauki aby poświęcić się studiom medycznym lub weterynaryjnym. Dziadek Ken'a wiedział, że idealnym rozwiązaniem dla takiego młodzieńca może być ścieżka zawodowa koronera, która jednak przez swoją nie oczywistość, również nie należała do najprostszych.


Tak się składa, że aby zostać koronerem w USA (na świecie wygląda to bardzo różnie) nie trzeba mieć ani wykształcenia medycznego, ani skończonej akademii policyjnej. Wiedza z każdej z tych dziedzin na pewno przybliża potencjalnego kandydata na koronera do celu, ale kluczowym doświadczeniem w przypadku Ken'a jest to zdobyte w zakładzie pogrzebowym. Pozwoliło mu ono wyrobić w sobie opanowanie, odporność na ciężkie warunki pracy, jak i nieocenioną przy próbie zdobycia ważnych dla śledztwa informacji, empatię dla rodziny zmarłego.

Między innymi takie informacje, dotyczące spraw administracyjnych i prawnych funkcjonowania instytucji koronera w USA, czy podstaw wykonywania autopsji odkrywamy na początku tej książki. Autor podaje nam naprawdę dużo informacji, ale na szczęście bez zbyt drobiazgowych szczegółów, tak więc płyniemy przez biografię i przemyślenia Holmes'a, aż dochodzimy do meritum czyli obszernego zbioru spraw jakimi w całej swojej karierze zajmował się nasz bohater.


A tych jest całe mnóstwo. Mamy tajemnicze i brutalne morderstwa, na których rozwiązanie niekiedy trzeba było czekać 30 lat, lub które własnie po raz pierwszy w tej książce zostały ujawnione. Jest cały rozdział poświęcony najróżniejszym samobójstwom (których statystycznie jest więcej niż zabójstw), w tym o tych związanych z mostem Golden Gate (miejscem rekordowym pod tym względem). W książce przybliżono też kilka głośnych zbrodni (np. zabójstwo Tupac'a), jak i miejsca gdzie za takie zbrodnie wsadzano w celu wykonania kary śmierci (słynne wiezienie San Quentin).

Opisy tych wszystkich spraw uświadamiają nam jak złożona i wymagająca potrafi być praca koronera. Ustalenie sposobu i przyczyny śmierci często nie kończy się na zwykłej autopsji, lecz wymaga również podjęcia czynności czysto detektywistycznych. Często ustalenie tożsamości wymaga dni spędzonych na czytaniu akt i na przesłuchiwaniu kolejnych osób.
Jednym z plusów książki jest niewątpliwie fakt, że nie zamyka się ona tylko i wyłącznie na ścisłym opisie pracy koronera, ale poprzez opowieść Holmes'a, przybliżamy się do kwestii luźniej związanych z tym zawodem, jak np. zasady funkcjonowania więzień lub innych jednostek policyjnych. Takich odskoczni często wypatrywałem, bo taśmowe rozpatrywanie kolejnych przykładów autentycznych zgonów, po dłuższym czasie dla takiego człowieka jak ja, było przytłaczające :)

Biorę tę sprawę :)

Mimo ciężkiego tematu, z dwóch powodów książkę czytało mi się bardzo sprawnie i z przyjemnością. Po pierwsze, historie które poznajemy są przedstawiane w bardzo zwięzłej formie (max kilka stron na sprawę), a przy tym nie pozbawiono nas sporej ilości szczegółów. Drugim powodem jest obecność w książce samego Kena Holmesa. Nie jest on pionkiem, a naszym aktywnym współrozmówcą. Nie tylko przedstawia nam suche fakty, ale również siebie i swój stosunek do opisywanych wydarzeń. Da się odczuć, że jest to ktoś stworzony do tej brutalnej pracy, a jednocześnie posiadający dużą wrażliwość. Bez Kena "Sprawa dla Koronera" przypominałaby  Wikipedię.

Podsumowując, jeśli macie mocne żołądki, a na kryminałach zjedliście zęby śmiało sięgnijcie po tą nowość. Może fabuła nie będzie tak spektakularna jak w ostatnio przeczytanych powieściach, ale na pewno prawdziwa. A co delikatniejsi (jak ja) niech lepiej odpowiednio dawkują sobie tę lekturę. 

Pozdrawiam 
T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy 


P.S. Za zdjęcia dziękuję @ale.dzien, zapraszam do obserwowania profilu na instagramie.


INFORMACJE O KSIĄŻCE
Tytuł: Sprawa dla koronera. Kulisy zawodu, który codziennie spotyka śmierć 
Autor: John Bateson 
Data wydania: 28 stycznia 2019
Gatunek: Literatura faktu 
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 416 

Ocena Księgozbioru: 
8/10 

Spowiedź Polskiego Kata

Spowiedź Polskiego Kata


Dziś poruszymy bardzo trudny i kontrowersyjny temat, bo w końcu czytanie to nie tylko rozrywka. Jakim człowiekiem jest kat? Czy kara śmierci może być sprawiedliwa? Dzięki uzupełnionemu o nowe wątki wznowieniu „Spowiedzi Polskiego Kata”, ponownie staniemy naprzeciw tych i innych trudnych pytań.

Na początku chciałbym zauważyć i przestrzec, że tytuł książki jest nieco mylący. Słowo „spowiedź” zostało tu użyte dosyć na wyrost, ponieważ samej rozmowy z ostatnim polskim katem nie jest tu aż tak dużo, jak mogło by się wydawać. Oprócz prób wniknięcia w myśli tytułowego bohatera sporo czasu autor poświęca niektórym polskim skazańcom i przedstawieniu historii stosowania kary śmierci, tak w Polsce jak i na świecie. Zrobił się z tego misz-masz, który może się podobać, ale nastawionym na swego rodzaju wywiad-rzekę już niekoniecznie.


Co do rozmów z katem, to są one prowadzone w dosyć specyficzny sposób. Pan Andrzejczak, od początku stawia się po stronie przeciwników kary śmierci i mocno to akcentuje próbami wprowadzenia rozmówcy w poczucie winy. Z jednej strony taka ciągła kontra sprawia, że w wywiadzie niejednokrotnie „iskrzy”, robi się dynamicznie i teoretycznie nie można się nudzić. Na dłuższą metę niestety ton autora wydawał mi się zbyt napastliwy, a pytania i problemy, które poruszał często zbyt powierzchowne. Jak na tak trudny temat, który w sumie mnie interesował, to trochę za mało. Sprawy z pewnością nie ułatwiała wycofana, bardzo asertywna postawa kata. No ale cóż, nikt nie powiedział że będzie łatwo.


Ten kluczowy element książki przeplatany jest różnymi rozmaitościami związanymi z karą śmierci. Dowiemy się jak wyglądało jej wprowadzanie na przestrzeni wieków i w zależności od miejsca na świecie, jak zmieniało się jej egzekwowanie, a tym samym rola kata i wiele innych historii. Oprócz ogólnie znanych faktów, dostajemy też masę mniej istotnych ciekawostek np. o tym jak skazywano na karę śmierci za popełnione czyny zwierzęta, czy że w niektórych miejscach np.: w Japonii, skazaniec dowiaduje się o karze śmierci tuż przed egzekucją. Autor nie szczędzi nam wielu krwawych i brutalnych szczegółów, więc w sumie cała książka jest raczej dla osób o mocnych nerwach.


Książka nie byłaby pełnowartościowa gdyby nie przybliżono w niej czynów skazańców znajdujących się po drugiej stronie topora. Autor dzieli się z nami bardzo dużą ilością faktów, szczegółami na temat morderstw, oraz przybliża jakże bardzo różną postawę i myśli osób czekających na dzień egzekucji. Podsumowując, mamy tu do czynienia z dużym zbiorem nieznanych szerzej faktów, oraz studium bardzo różnych postaw psychologicznych, co w sumie było dla mnie ciekawsze niż tytułowa spowiedź.


Nie trudno zauważyć, że Pan Jerzy Andrzejczak musiał włożyć naprawdę dużo pracy w zebranie takiej ilości informacji na temat kary śmierci. Niestety panujący chaos i niezdecydowanie w tym, co tak naprawdę chce się przekazać, oraz mało satysfakcjonująca część dotycząca tytułowej spowiedzi sprawiła, że w ostateczności czuję pewien niedosyt.

Pozdrawiam

T.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:


INFORMACJE O KSIĄŻCE:
Tytuł: Spowiedź Polskiego Kata
Autor: Jerzy Andrzejczak
Data wydania: 27 sierpnia 2018
Gatunek: literatura faktu 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Aktywa
Liczba stron: 272

Ocena Księgozbioru:
6/10



Czas Krwawego Księżyca

Czas Krwawego Księżyca



Pewnie znajdzie się parę osób które tak jak ja, każdą historie umieszczoną na południu lub zachodzie Stanów Zjednoczonych, z automatu uznaje za bardziej interesującą i ciekawszą. Jest coś magnetycznego w tych surowych, niełatwych do życia przestrzeniach. Ale tym co przede wszystkim przykuwa, jest ponura historia początków kształtowania się Stanów Zjednoczonych, nierozerwalnie związana z niewolniczym południem i dzikim zachodem.  Dziś chciałbym wam przedstawić  taką właśnie historię amerykańskiego zachodu, która nie ma zbyt wiele wspólnego, z opartym na klasykach kina czarno-białym (biali- dobrzy, Indianie-źli) wyobrażeniem większości z nas, ale jest do bólu prawdziwą opowieścią, której z pewnością większość Amerykanów wolałaby w ogóle nie znać.



„Czas krwawego księżyca” rozpoczyna się w roku 1921 w Oklahomie, od tajemniczego morderstwa jednej z Indianek z plemienia Osagów. Jak się szybko dowiadujemy, to i wiele innych późniejszych zgonów związanych jest z fortuną jaka wpadła w międzyczasie w ręce członków plemienia. Doszło do tego kilka lat wcześniej, w wyniku przesiedlenia Indian z rozległych prerii do małego, skalistego rezerwatu. Nikt wtedy jeszcze nie wiedział, że ten mało atrakcyjny skrawek ziemi, leży na ogromnych złożach ropy. Wystarczyło kilka lat, aby Indianie z plemienia Osagów mogli stać się najbogatszymi ludźmi w Stanach Zjednoczonych. Państwo poczyniło wiele regulacji aby maksymalnie ubezwłasnowolnić  świeżo upieczonych milionerów, ale z oczywistych względów nie mogło Indian pozbawić ich majątku. Okoliczni mieszkańcy jednak nie próżnowali i w ten oto sposób powstał szereg nieuczciwych mechanizmów, wyciągających ile się da z kieszeni Osagów, aż do ich eksterminacji włącznie.

Reportaż wielokrotnie nagradzanego dziennikarza Davida Granna, jest zapisem długiego śledztwa, odkrywającego jedną z najbardziej makabrycznych zbrodni, jaką biały człowiek dokonał na Indianach. Jest ona tym bardziej przerażająca, że jak się później dowiadujemy, zamieszanych w nią było bardzo szerokie grono osób, również tych znajdujących się na wysokich szczeblach władzy. Od powodzenia dochodzenia zależało nie tylko życie Osagów, ale również kariera  młodego szefa FBI - J.Edgara Hoovera. W związku z tym w trakcie lektury mamy również możliwość, poznania kulisów tworzenia się tego legendarnego biura.



Mimo tego, że od początku do końca mamy do czynienia tylko z faktami, co autor udowadnia niesamowicie rozbudowaną bibliografią i częstymi przypisami, reportaż ten czyta się bardzo dobrze, bez żadnych przestojów, jak dobry kryminał. Tak jak wcześniej wspominałem, śledztwo to przeciągało się w nieskończoność i miało to wpływ na ilość powstałych wątków, poszlak, czy liczby osób podejrzanych. Grann z jednej strony pieczołowicie informuje nas o tych wszystkich elementach dochodzenia, z drugiej strony robi to na tyle sprawnie i ciekawie, że ciężko jest się tym znudzić, a o pogubieniu się też raczej nie ma mowy.

„Czas krwawego księżyca” udowodnił, że do opisania mocnej historii wystarczy samo życie i ludzka chciwość w głównej roli. To w połączeniu z skrupulatnym i pieczołowitym śledztwem autora, gwarantującym wysoki poziom reportażu, jednoznacznie wpływa na fakt, że jest to pozycja godna polecenia. Tym bardziej, że dotyczy rasizmu - problemu ciągle nękającego ludzkość.

Pozdrawiam
T.


P.S. Za zdjęcia dziękuję @ale.dzien, zapraszam do obserwowania profilu na instagramie.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy




Informacje o książce:

Tytuł: Czas Krwawego Księżyca
Autor: David Grann
Data wydania: 16 lutego 2018
Gatunek: literatura faktu, reportaż
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 352
Ocena Księgozbioru: 


8/10
Mindhunter. Podróż w ciemność [PREMIERA DNIA 3 PAŹDZIERNIKA 2018]

Mindhunter. Podróż w ciemność [PREMIERA DNIA 3 PAŹDZIERNIKA 2018]


Chyba większość z Was, jeśli nie oglądała to chociażby słyszała o serialu „Mindhunter”. Mnie on wciągnął bez reszty, dlatego też, gdy zobaczyłam zapowiedź najnowszej książki Johna E. Daglasa i Marka Olshakera nie miałam najmniejszej wątpliwości, że musi ona trafić w moje ręce. Mam to szczęście, że mogę ją przeczytać przed oficjalną premierą, która już na początku października, i przedstawić Wam moje refleksje. 


Może zabrzmi to niezwykle dziwnie, ale mogę powiedzieć, że wychowałam się na programie 997, może, dlatego wszelkiego rodzaju thrillery są moimi ulubionymi gatunkami literackimi. Nie stronie również od literatury faktu, a z taką tu niewątpliwie będziecie mieć do czynienia. „Mindhunter. Podróż w ciemność” to opowieść lub relacja, osób biorących czynny udział w śledztwach, pokazująca jak profilowanie jest w stanie przybliżyć organa ścigania do znalezienia sprawcy zbrodni. Autorzy przytoczyli w swej książce szereg spraw z pierwszych stron amerykańskich gazet. Powiem szczerze, że przeraziła mnie ich ilość i okrucieństwo. Próbowałam sobie przypomnieć czy w naszym kraju równie często dochodzi do tego typu spraw, dotyczących seryjnych morderstw, i z lekką ulgą uznałam, że nie. Jednak, gdy zagłębiłam temat w Internecie okazało się, że w Polsce było 23 seryjnych morderców. To chyba niemało? 


Profilowanie to niełatwy zawód, pełen wyrzeczeń, i co by nie było spaczenia zawodowego, które w pewien sposób odbija się na życiu prywatnym tych ludzi. Trzeba wczuć się we wszystkie detale zbrodni, jak również spróbować myśleć jak zabójca czy gwałciciel. To nie jest obojętne dla psychiki żadnego człowieka. Trzeba umieć sobie z tym razić. 

Spotkałam się z zarzutem wobec tej książki, że jest niespójna i chaotyczna. Ja osobiście nie odniosłam tego wrażenia. Autorzy najpierw wprowadzają nas w tajniki pracy swojej niezwykłej grupy, później przechodzą do praktyki by przedstawić i nakreślić czytelnikowi jak można było się ustrzec przed tego typu atakami, oraz jak można po zachowaniu człowieka wywnioskować, że może on mieć coś na sumieniu. 


Jeśli liczycie, że będzie to książka podobna do kryminałów, jakie czytacie to na pewno nie. Jednak według mnie jest ona wata uwagi. Mi osobiście styl autorów odpowiada. Musimy brać pod uwagę, że nie są to pisarze władający barwnym językiem, lecz ludzie często muszący streścić akta sprawy w kilkunastu zdaniach. Do tego przetoczone historie to nie fikcja a rzeczywistość i to dość brutalna. Jak już wspomniałam wcześniej nie stronię od literatury faktu, więc konstrukcja czy styl również nie wzbudziły we mnie negatywnego odbioru. Wręcz przeciwnie jestem pod wielkim wrażeniem. 


Dlatego drogi czytelniku są również powody, dla których jest to lektura wręcz dla Ciebie. Zawiera wiele cennych porad jak uniknąć bycia ofiarą. Są dobrze opisane zasady bezpieczeństwa, które powinny znać również Twoje dzieci. Wiem, że żyjemy w Polsce, a nie w wielkiej Ameryce jednak i u nas wiele się dzieje, a świat nie jest wolny od ludzi o różnych patologicznych skłonnościach. Warto zapoznać się z przedstawionymi zasadami by być trudniejszym celem. 

Gorąco polecam Wam lekturę tej książki. Z cała pewnością spędzicie z nią niezapomniany czas.

Pozdrawiam
A.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:



INFORMACJE O KSIĄŻCE 

Tytuł: Mindhunter. Podróż w ciemność 
Seria: Mindhunter 
Autor: John E. Daglas i Mark Olshaker 
Data wydania: 3 październik 2018 
Gatunek: Literatura faktu 
Wydawnictwo: Znak Literanova 
Liczba stron: 464 

Ocena Księgozbioru: 
10/10


Był sobie chłopczyk

Był sobie chłopczyk


Dziś recenzja lektury z kategorii mniej popularnej, czyli reportaż Ewy Winnickiej „Był sobie chłopczyk.” Autorka bardzo często zajmuje się sprawami społecznymi, a zwłaszcza polityką wobec dysfunkcyjnych rodzin i ochroną dzieci. 


O tej historii słyszała cała Polska i można by rzecz, że każdy również nią żył. Chodzi o Szymona z Będzina, czyli chłopca znalezionego w stawie nieopodal granicy z Czechami. To, co stało się temu maleńkiemu chłopcu wstrząsnęło chyba niejednym. Jak to możliwe, że przez tak długi czas nikt nie zauważył zniknięcia dwulatka? Wydaje się to nie do pomyślenia! A jednak. 


Pani Ewa Winnicka krok po kroku rekonstruuje nam przebieg wydarzeń, które doprowadziły do tragicznego finału. Reportaż ten jest wstrząsający, gdyż ukazuje całe podłoże tragedii. Najbardziej poruszyły mnie relacje policjantów, którzy pracowali nad tą sprawą. Ich determinacja i chęć znalezienia sprawców tej brutalnej napaści na tak niewinne dziecko napawała mnie uznaniem dla tych ludzi. W gruncie rzeczy byli blisko wykrycia tragedii wcześniej znacznie wcześniej jednak intryga matki chłopca wygrała. Gdyby nie cud i złe relacje kobiety z sąsiadką prawdopodobnie do dziś nie znalibyśmy tożsamości chłopca a co za tym idzie i jego oprawców.


Jak to bywa przy tego typu sprawach opowiedziana historia jest przerażająca. Każdy normalnie myślący człowiek czyta ten reportaż i nie wierzy własnym oczom, że matka i ojciec tak brutalnie obchodzą się z własnym dzieckiem. Mały Szymon z tego, co wskazują relacje świadków był dzieckiem ewidentnie potrzebującym pomocy. Delikatnie wycofany, chorowity, stwarzał wrażenie dziecka wymagającego interwencji terapeutycznej. Jednak czy nie powinno się go kochać bardziej? Oczywiście, że tak. Jednak matka Szymona to, według mnie, osoba bez wyższych uczuć, której los własnych dzieci niewiele obchodził. 

Gorąco polecam Wam doskonale napisany reportaż opatrzony ciekawymi zdjęciami Magdaleny Wdowicz-Wierzbowskiej. 

Pozdrawiam
A.


INFORMACJE O KSIĄŻCE 
Tytuł: Był sobie chłopczyk
Autor: Ewa Winnicka 
Data wydania: 11 październik 2017 
Gatunek: Literatura faktu 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne
Liczba stron: 208 
Nominacje: Książka Roku Lubimycztac.pl (2017)

Ocena Księgozbioru:
7/10
Na tropie mordercy

Na tropie mordercy


Literatura faktu to jeden z gatunków, które bardzo lubię i staram się, co jakiś czas po nie sięgać. „Na tropie mordercy” wpisuje się doskonale w gatunek non-fiction, true crime. 


Zaginięcie, o którym mowa w „Na tropie mordercy” miało miejsce w 2012 roku i szerokim echem rozniosło się po Szwecji gdyż poszukiwanym był Göran Lundblad milioner i właściciel ziemski. Od samego początku, osoby odpowiedzialne za zaginięcie były w kręgu podejrzanych, jednak trudno było dowieść policji, co tak naprawdę się stało. Pomocna w sprawie okazała się być Theresy Tang, szefowa organizacji Missing People, której udało się podstępem uzyskać wyznanie mordercy i tym samym po dwóch latach zamknąć sprawę Görana Lundblada, zmieniając kategorię czynu na zabójstwo. 


Gdy otrzymałam propozycję recenzji tej książki nie słyszałam wcześniej o tej sprawie, choć jej finał miał miejsce cztery lata temu. Więc w sumie nie tak dawno. Na ogół, sięgając po literaturę faktu, miałam zarys i pobieżnie wyrobione zdanie na temat wydarzeń, o których czytałam. Tu zaczynałam od samego początku. 


Muszę przyznać, że Jaokim Plamkvista doskonale poprowadził mnie w dość zagmatwany świat dziwnej, a wręcz chorej miłości, która w powiązaniu z chciwością i rządzą pieniądza doprowadza do rodzinnej tragedii. Znam wielu czytelników, którzy nie sięgają po gatunek non-fiction i jeśli jesteś jednym z nich, a lubisz kryminały, to z całą pewnością ta książka jest dla Ciebie. Dziennikarstwo śledcze, jakim zajmował się Jaokim Plamkovist i w którym jest dobry, sprawia również, że książkę czyta się naprawdę doskonale i szybko. Wydaje się, że autor doskonale wkradł się w zakamarki umysłu obwinionych i krok po kroku przedstawiał nam motywy oraz emocje, jakie nimi kierowały. Dodatkowo w książce przedstawiono realia życia w małym miasteczku, oraz zagmatwane relacje rodzinne i sąsiedzkie. Mimo, że na początku miałam problem z zapamiętaniem tych wszystkich dziwno brzmiących miejsc i nazwisk, to jednak w pewnym momencie wszystko układało się w całość. 


Dużym atutem tej książki jest również to, że autor wprowadza nas w realia prawne Szwecji, które różnią się znacząco od naszych. Dzięki temu rozumiemy, dlaczego policja w pewnych kwestiach musiała wstrzymać swoje czynności. Spotkałam się z opinią, że za szybko wyjaśnia się, kto jest odpowiedzialny za zniknięcie głowy rodu, jednak to nie jest thriller czy kryminał. To oparta na faktach relacja dziennikarza Jaokima Plamkovista i bohaterki tej historii Theresy Tang.

Pozdrawiam
A.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy: 



INFORMACJE O KSIĄŻCE 
Tytuł: Na tropie mordercy 
Autor: Joakim Plamkvista
Data wydania: 9 maja 2018 
Gatunek: literatura faktu
Wydawnictwo: Burda Książki
Liczba stron: 350
Ocena Księgozbioru:
7/10
Copyright © 2014 Ksiegozbiór , Blogger
blog
blog